Przerwa w nadawaniu
Sprostowanie. Wyjaśnienie.
Pojawiają się pierwsze komentarze. Doczekałem się w końcu także tych negatywnych. Bardzo mnie to cieszy, bo to znaczy, że żyjemy i myślimy.
Głównie, tzn 100% zarzutów jednak dotyczy części zatytuowanej "marzenia ...czyli moje propozycje" w poście o dworcach, oraz zastrzerzenia co do "wyburzania części miasta" i wymyślonego całkowicie przez komentatora bloga zarzutu, że chcę odłączyć jakieś dzielnice miasta. Pojawiły się też kontrowersje dotyczące "podniesienia" dworca PKP. A więc po kolei. Mam nadzieje, że wyjaśnimy sobie te rzeczy i będę w pełni wartościowym członkiem dyskusji. (chociaż ciężko określić co to jest)
1. Podrozdział "marzenia" jak sama nazwa wskazuje, są moimi marzeniami, jednak jak najbardziej realnymi z punktu widzenia technicznego i finansowego. Jednak chciałbym, żebyście także traktowali je z przymrużeniem oka. Taki podrozdział będzie się pojawiał przy każdej okazji. Jednak, dobrze, tu możecie mieć rację, będę starał się prezentować bardziej konwencjonalne i przyziemne koncepcje.
2. Ale mimo wszystko nie chciałbym, żeby "wizja" była pretekstem przekreślenia całej treści posta, co do której żadne negatywne komentarze się póki co nie pojawiły. Każdy ma prawo do marzeń, to jedyny stan w którym nie działa racjonalność i ograniczenia. Wszystko wygląda pięknie i działa. Każdy ma do tego prawo. Moje "marzenia" wcale nie są takie nierealne tak na marginesie.
3. Podniesienie dworca PKP - tak to prawda, jest to zabytek, czy piękny czy brzydki, nie ma to teraz znaczenia. Jest to zabytek i należy mu się szacunek. Chciałbym jednak lekko wtrącić, że dzisiejsze "zabytki" niejednokrotnie na etapie swojego życia były modernizowane dzięki czemu dziś wyglądają tak jak wyglądają. Dzisiejszy Zamek był kiedyś drewnianą warownią, wiele kamienic zostało podniesionych, nawet o dwa piętra, widać to w różnicach w stylu choćby wykańczania okien i zdobień na poszczególnych poziomach....i tak dalej i tak dalej. Logiczne. Co do podniesienia dworca, może zbyt nonszalancko rzuciłem hasło dobudowania do niego dwóch pięter. Powinienem to uzupełnić. Zgadzam się.
Uzupełniam. Istnieją architektoniczne i techniczne możliwości, dobudowania w bryłę budynku elementów, które będą tworzyły z oryginałem jedną całość. Wyglądać to będzie przyzwoicie, jeśli zachowa się koncepcję i zamysł wg którego był budowany oryginał. Te same materiały, wzornictwo itp. poprostu 2 piętra w górę plus jakieś dodatkowe elementy jak wieżyczka zegarowa, "gniazda". Wszystko w stylu w jakim zbudowano dworzec (ten dworzec nie jest tworem unikatowym, istnieją także jego rozszerzenia i rozbudowane wersje, ciekawostką dla niektórych może być fakt, że sala pogrzebowa na cmentarzu żydowskim to jego wygląd wyjściowy).
4. Wyłączenie z miasta dzielnic ościennych. Absolutnie jestem zdziwiony, że coś takiego można było wywnioskować z mojego tekstu. Nie jestem przeciwnikiem włączania. Jestem zwolennikiem. Uważam, że Wilkowice oraz Jaworze, powinny zostać do BB włączone w najbliższym możliwym czasie. Zwracałem jednak uwagę, na to, żeby przy właczaniu kolejnych organizmów do miasta kierować sie jakąś metodologią, której brakowało w przypadku włączania Hałcnowa, Straconki i innych terenów o rzadkiej zabudowie. Absolutne nieporozumienie na lini czytelnik - tekst. Na takich zasadach funkcjonuje UE. Żeby do niej przystąpić, trzeba spełniać pewne warunki, aby różnice systemowe, społeczne itd nie pojawiały się na etapie fundamentów.
5. Najlepsze zostawiłem sobie na koniec. Wyburzenia. (jeśli dotyczą zabytków, chodzi mi o takie w których mieszkają ludzie) Niekiedy, aby dać ludziom godziwe warunki, życia, kopa do działania, inwestorom oddech, a miastu szansę na rozwój, są potrzebne także i takie działania. (jedną z najstarszych dzielnic Nowego Jorku jest Manhattan, najstarszą dzielnicą Londynu jest City oraz część starego portu rzecznego na Tamizie - Docklands. To tam stoją najnowocześniejsze budynki i drapacze chmur). Pozostawiono tam najbardziej wartościowe budowle (m.in Tower of London, Doki Św. Katarzyny i otaczające zabytki), muzea, pomniki, budynki państwowe i katedrę. Ale my nie musimy iść aż tak ekstemalnie, nie jesteśmy metropolią. Weźmy inny przykład. Stratford w Londynie (podaje przykład Anglii bo sam tam mieszkam, a najwięcej Polaków miało styczność właśnie z tym krajem) miejsce gdzie będzie się odbywać olimpiada 2012. Olbrzymia inwestycja w społeczeństwo. Skok cywilizacyjny dla tej części Londynu, zupełnie podobny jak nasz z okazji Euro 2012, tyle że tam ma wymiar bardziej "lokalny". Setki domów, starych biur i nieużytków, fabryk i magazynów zrównano z ziemią. Po co? Bo w całym tym biznesie, najważniejszy jest człowiek, na którym można zarobić i który chce żyć w dobrych warunkach. Ważny jest rozwój, spadek bezrobocia, nowe szanse. Oddech dla miasta i obudzenie się ze stagnacji, otwarcie nowych możliwości.Podłączono nowe linie metra i kolei, zaplanowano funkcjonalny i wydajny system drogowy, (zbudowano też największą galerię handlowa w Europie - Westfield - nie budzi we mnie jednak aż tak pozytywnych emocji, ale nie wszystko musi być takie piękne)
Dlaczego proponuję wyburzenia także w Bielsku? I czego?
Nie trzeba walić połowy miasta jak sugeruje mi kolega w komentarzu. Posłuże się przykładem np...... ulicy Cieszyńskiej od placu targowego do ulicy np Solnej, albo wyżej, Browarnej. Każdy wie jak wyglądają te malownicze budyneczki, każdy wie w jakim są stanie i ile mniej więcej trzeba pieniędzy aby je wyremontować. (Co innego gdybyśmy wcześniej o nie dbali)Nie są to kamienice znanego czy niszowego architekta, nie wyróżniają się szczególną myślą techniczną, ideą, założeniami. (tylko takie budowle uznaję za godne ratowania, zaznaczam już na przyszłość, żeby się nie powtarzać) Po prostu są bo tak je ktoś kiedyś postawił. Jest takich pełno w całej starej Galicji. Ale NIE KAŻDY wie jak się w takich budyneczkach mieszka niestety. Miłośnicy zabytków, których jest tutaj pełno, sam się do nich zaliczam, często zapominają o najważniejszym - o ludziach i ich bezpieczeństwie, a także stanie psychicznym.
Wilgoć, przemarznięte ściany, nieszczelna izolacja (jeśli w ogóle jest), popękane fundamenty (praktycznie eliminują budynek z użytku). Często rolę fundamentów pełnią kamienie poukładane na stosiki. Można do tego dołożyć, stere konstrukcje dachowe, brak spełnienia wymagań przeciwpożarowych, sanepidu i innych organizacji które teoretycznie powinny wymagać działań. Ogólnie - klęska architektoniczna.
Kwadrat ulic Mostowa (strona zachodnia), Grażyńskiego (bez gazowni i sympatycznego dworku który właśnie jest w remoncie) aż po tory kolejowe ograniczające go od północy i ulicę Trakcyjną oraz tory kolejowe ograniczające go od zachod to także był mój typ.
W moich typach pojawiły się także budnki przy Stojałowskiego od skrzyżowania z Konf. Barskich do Kościoła w Białej łącznie z tzw "blaszakiem".
Ulicę Sobieskiego możnaby uratować, bo jest interesująca, poza tym mogłaby działać jako pamiatka i przypominać niemal identyczną ulicę Cieszyńską.
Kolejny kwadrat godny modernizacji: Sempołowskiej, (Rzeka Biała linią przecinającą), 1-go Maja, KołłAtaja. Do uratowania przedszkole, siedziba ING, ostatnio wyremontowany budynek gdzie jest PKO. Dla uspokojenia przypominam że Teatr jest za skrzyżowaniem 1 Maja z Kołłątaja :)
To moje "typy". Wielki obszar pod nowe budowle, nowy plan zagospodarowania przestrzennego. Mało kto z was ma do czynienia z tym obszarem na co dzień. Są to obszary zaniednane, nieuporządkowane i marnuje się w nich potencjał centrum miasta.
Jak powiedziałem to moje typy, nie świadczą o tym, że zwariowałem i jestem oderwany od rzeczywistości. Podałem pewne argumenty, być może trafne, być może nie. Ale coś w nich na pewno jest.
Już jutro nowy post
Dworce
Dworzec kolejowy i autobusowy. Przepustowość, stan obecny, stan wymarzony.
Jak zwykle we wstępie będę pisał o rzeczach oczywistych, o których wszyscy wiedzą, ale mimo wszystko warto sobie je od czasu do czasu przypomnieć, bo mam wrażenie, że właśnie o rzeczach oczywistych najczęściej zapominamy.
Dworzec autobusowy czy też kolejowy jest pierwszym obiektem z jakim styczność mają podróżni odwiedzający w różnych celach nasze miasto. To najczęściej tam kupujemy mapę miejscowości, dowiadujemy się o możliwościach podróżowania po mieście komunikacją miejską, poznajemy najpopularniejsze atrakcje, dowiadujemy się jak do nich dotrzeć. Z ulotek, prospektów dedykowanych dowiadujemy się podstawowych informacji o miejscach takich jak noclegi, restauracje, kina, urzędy, sklepy, szlaki górskie. Ogólnie rzecz biorąc - dworzec to pierwszy i najważniejszy punkt informacji o mieście, z którego podróżny nieznający miasta powinien wyjść wyposażony w podstawowy pakiet informacji.
Pakiet dworcowy
Dworzec autobusowy/kolejowy powinien posiadać podstawowe wyposażenie w zakresie obsługi Klienta oraz zapewnienia mu komfortu przy jednoczesnym czerpaniu korzyści finansowych (oczywiście nie na podróżnym tylko na usługodawcach, reklamodawcach itp)
Budynek dworca - jasny (głównie naturalne światło), czysty, wyposażony w tablice świetlne informujące z jakiego stanowiska/peronu i o której odjeżdża dany autobus/pociąg. Jak to wygląda każdy wie, nawet nie trzeba jechać w tym celu na lotnisko. Miejsca gdzie można usiąść i z których - UWAGA! - widać powyższe tablice świetlne. Stanowiska skąd można zabrać ulotki, bezpłatne mapki miasta i komunikacji miejskiej czy też „powiatowej" i miejsca gdzie można usiąść i je przeczytać. Dodatkowym komfortem byłby hall otoczony punktami usługowymi czyli restauracją z przystępnymi cenami, kawiarnią oraz toaletami, a także innymi punktami, o których decyduje popyt. No i oczywiście automaty biletowe uzupełnione stanowiskami gdzie kupujemy bilet od człowieka (bo ktoś z różnych powodów nie chce korzystać z maszyny) albo w przypadkach, w których miasto jest „lekko" zacofane - tylko ludzkie kasy biletowe. Oznakowanie jednolite, czytelne, najlepiej obrazkowe.
Poza darmowymi mapkami komunikacji i mapkami miasta z zaznaczonymi wszystkimi interesującymi miejscami, nie wymagam jakichś kosmicznych wygód. Nuda prawda? Skąd wziąć na to pieniądze?
Nie będę tutaj tłumaczył bo jest to oczywiste, że za pieniądze z najmu lokali usługowych oraz opłat za umieszczania ogłoszeń w dedykowanych ulotkach (np. o gastronomii w mieście, wszystkie w jednym formacie i czcionce) można czerpać zysk i to wcale nie mały. Dlaczego? Bo wszyscy hotelarze, restauratorzy i inni, którzy mogliby korzystać na reklamie na dworcu będą chcieli za to płacić. Dlaczego? Bo będą wiedzieli, że ich reklama, jest podana w przystępny, sprawiedliwy dla wszystkich sposób, w jednej przejrzystej, dedykowanej dla danej grupy formie. Reklama trafia w ręce osób zainteresowanych ich usługami. Budynek, który byłby nośnikiem ich reklamy, jest czysty, bezpieczny i nowoczesny przez co budzi zaufanie przyjezdnego, dzięki temu także do usług i informacji, które dworzec oferuje. Dlaczego nie mieliby się ogłaszać w takim miejscu? Wręcz wypadałoby być w takim miejscu. Schludna, rzetelna i przejrzysta reklama, a raczej informacja, z budzącego zaufanie obiektu. Ideał. Piękna teoria, w praktyce to działa w niejednym mieście.
Stan faktyczny, problemy przepustowości
Budynek dworca jak zawsze jest ciemny, brak w nim klimatyzacji, przez co smród, który mimo wszystko ma prawo się tam unosić nie jest usuwany na zawnątrz. Budynek dworca jest niefunkcjonalny, niebezpieczny i nieczytelny. Stanem porządanym byłby jeden wysoki hall, budzący poczucie przestrzeni, na planie kwadratu bądź koła jak kto woli, w którym te wszystkie wymyślne rzeczy, o których pisze wyżej mogłyby być zgromadzone. Wizerunek naszego miasta jako stolicy Podbeskidzia, stolicy euroregionu Beskidy i stolicy czegokolwiek, ktokolwiek jeszcze wymyśli jest dewastowany już w momencie opuszczenia autobusu/pociągu. A wymagania wcale nie są tak ogromne. Znów, pojawia się tutaj poruszany przeze mnie problem wychowania estetycznego, poczucia smaku i potrzebu zaplanowania i zorganiozwania przestrzeni. Jak to się mówi lipa i obciach.
Pomyśleć jak jest w pozostałych miastach Podbeskidzia skoro w stolicy jest taki syf. Tak się zazwyczaj myśli prawda?
Ogólnie pasażer który korzysta z usług dworca autobusowego traktowany jest jak frajer i bydlak. Najciekawsze i najgorsze jest to, że wszyscy się do tego przyzwyczaili i nikt nie ma zamiaru nic z tym zrobić. Warunki żywieniowe godne chlewu, chociaż nawet świnia może sobie usiąść kiedy je. A my kupujemy, jemy na stojąco albo w najlepszym wypadku siadamy na tych ławkach, które niedługo stracą wszystkie deski. Nie wiem jak można się godzić na takie warunki. Poziom lokali usługowych (poza kioskiem)...powiem, krótko, że widziałem podobne w Maroku, ale nie w popularnym Marrakeshu tylko w Tazie i Meknes. Znajomy mówił, że był na podobnym dworcu jak ten w Bielsku w 2008 w Serbii. A to o czymś świadczy.
Pieniędzy nie ma, co? A może dworzec za duży i dlatego ciężko go utrzymać?
Obszar jaki zajmuje dworzec autobusowy w Bielsku jest niemal zblizony do rozmiaru dworca autobusowego w centrum Londynu (tam ma 13,000 m2 łącznie z lokalami użytkowymi, biurami rozmieszczonych na piętrach budynku, są chyba 4 piętra, ale płyta postojowa jest identycznych rozmiarów) Dane o odprawianych pasażerach? O dworcu w Bielsku nic się nie dowiemy poza adresem, reszta pewnie jest tajna, ale londyński odprawia 10 milonów pasażerów rocznie. To pokazuje niewykorzystany potencjał i bzdurę utrzymywania takiego olbrzymiego obszaru w celu obsługi pasażerów powiatu i studentów jadących do Krakowa. Tutaj pojawia się ta kwestia wykorzystania przestrzeni i kosztów jakie trzeba ponosić na opłaty i konserwację. Są pasażerowie, są pieniądze z reklamy, można utrzymać dworzec. Mało pasażerów, mały dworzec, mniejsze koszty utrzymania, mniejsze wpływy z reklamy. U nas jest duży dworzec, mało pasażerów, wpływy z prymitywnej reklamy też pewnie są prymitywne.
Problem dotyczy także kolei. Niewtajemniczony turysta, który przyjeżdża do Bielska i dane jest mu zobaczyć infrastrukturę i potencjał stacji kolejowej Bielsko-Biała Główna, gotów pomyśleć, że to największa stacja kolejowa w regionie, odprawiająca miliony pasażerów dziennie. 4 perony, dodatkowe tory przelotowe, bocznice kolejowe, przejście podziemne z wyjściem na peron, kładka nad torami oraz inne rzeczy, które widać z kładki pieszej nad dworcem mogą zmylić. Nie będę tłumaczył dlaczego miałby tak pomyśleć, przytoczę jednak kilka przykładów z największej europejskiej metropolii, opiszę jak wyglądają tam stacje i ile pasażerów odprawiają. Sami wyciągniecie wnioski. Chodzi mi o to, że w Bielsku nie jest potrzebna tak duża stacja. Wystarczyłby jeden, sprawny peron.
Stacja Clapham Junction (najbardziej zatłoczona w Anglii) - 2000 pociągów dziennie, w godzinach szczytu - 180 pociągów na godzinę. 20 peronów przerabia 20 milionów pasażerów rocznie. Wychodzi po milionie na peron.
Stacja Shepherd's Bush - Londyn. Dwa tory w w dwóch kierunkach świata. Stacja odprawiła w 2009 roku 18 mln pasażerów, w 2008 - 20 mln pasażerów.
O przepustowości dworca w Bielsku niestety niczego się nie dowiemy. Stacja nie ma nawet swojej strony internetowej. Skąd reklamodawcy i sponsorzy mają wiedzieć czy warto inwestować?
Po tych przykładach widać, jak wielką bzdurą i rozrzutnością ze strony PKP jest utrzymywanie stacji w takiej formie jaka jest. Przepustowość i pełną efektywność stacji zapeniłby jeden peron. Poza tym tory i stacja zajmują atrakcyjne działki w centrum miasta i dzieli go na pół. Aha. Dane mam z wikipedii, po wpisaniu nazwy stacji w wyszukiwarce, wejdźcie w link na wikipedie.
W ogóle zadziwiające jest to, że takie dane w przypadku zagranicznych dworców można odczytać, a w Polskich się nie da. To już inna interesująca sprawa. W przypadku Anglii możemy wejść sobie na stronę http://www.rail-reg.gov.uk/server/show/nav.1529 i poczytać o obłożeniu poszczególnych stacji. Ciekawe jak oni to robią nie? W dodatku się to opłaca i na tym zarabiają. U nas się pewnie nie da, ale szczerze powiem nie wiem czy jest coś takiego, lepiej nie patrze bo nie znajdę i się zdenerwuję.
Skoro dworce są za duże, to nie ma się co dziwić, że nie potrafą zarobić na swoje utrzymanie, nie stać na łatanie dziur i ułożenie kostki na peronach, czy przykrycie ich choćby wiatą. Nikt z nas nie postawi sobie domu, który ma 500 metrów kwadratowych i będzie tam mieszkał sam z psem, bo nie będzie go po prostu stać na utrzymanie. (chyba, że ktoś jest bogaty, ale miasto mimo, że bogate musi być racjonalne)
Dość narzekania, jak jest każdy widzi, że się nie da, też każdy widzi, że inni potrafią, robią i się opłaca...też każdy widzi. Przydałoby się jakoś namówić odpowiedzialnych do pracy.
Marzenia - czyli moje propozycje
Dworzec autobusowy powinien być trzy poziomowy (poziom postoju i serwisu autobusów, poziom obługi pasażera, parking) + budynek obsługi. To wszystko powinno znajdować się nad peronem pierwszym i drugim stacji kolejowej. Budynek dworca autobusowego i kolejowy powinny być scalone i zintegrowane (konieczne podniesienie dworca PKP o jedno lub dwa piętra). Tory kolejowe od dworca do wiaduktu przy ulicy Wałowej przykryte. Na górze powinny jeździć autobusy miejskie wysadzające pasażerów na przystanku zlokalizowanym na poziomie obługi pasażerów dworca autobusowego. Dojazd do dworca także od północy do przyszłej ulicy Nowopiekarskiej. Przykrycie torów od Hotelu Prezydent do wiaduktu przy Wałowej przybrać powinny formę szerokiej, wygodnej wręcz placowej alei. Pieniądze na inwestycje pochodziłyby ze sprzedaży atrakcyjnej działki po dworcu PKS, po sprzedaży działek po niewykorzystanych torach PKP, pewnie UE by się dołożyła, bo ona na transport, zwłaszcza publiczny i zintegrowany daje pieniądze. Jacyś sponsorzy też by się znaleźli. Tylko wszystkie podmioty zainteresowane musiałby się dogadać. Jedna sprawa byłaby załatwiona.
Rozlazłe miasto
Pieniądze ładnie wyglądają na kupce, książki poukładane na półce, a koszule wiszące na wieszaku w jednej cześci szafy. W tych sytuacjach łatwo możemy policzyć ile mamy pieniędzy, możemy szybko znaleźć książkę i odpowiednio i szybko dobrać koszule.
To samo dotyczy funkcjonowania miasta. Obiekty zadaniowe, które mają spełniać określone funkcje najczęściej łączone są w strefy/dzielnice, czy wręcz okręgi. Jeśli miasto jest na tyle rozległe, dzieli się go na dzielnice by łatwiej było nim administrować. W tych dzielnicach tworzy się placówki zamiejscowe obiektów zadaniowych by administracja, szkolnictwo, handel i inne sektory życia były bliżej mieszkańców i mogły sprawniej działać, nie zmuszając przy tym mieszkańców do zwiększania kosztów transportu pomiędzy punktem A i B, a także ruchu samochodów i komunikacji miejskiej. Obiektów specjalnych, którymi czasami są licea, czasami sądy rejonowe, a czasami urzędy miejskie ze względu na koszty potrzebne do ich utrzymania, potrzebę zgormadzenia dobrej jakości ludzi i dbanie o małe rozdrobnienie w celu utrzymania dobrej jakości, lokuje się w najbardziej logicznym do tego miejscu w mieście, bądź obszarze zamieszkania czyli w centrum. Są to obiekty, które ze względu na swoją rangę i funkcję gromadzą więcej ludzi i generują większy ruch. Lokuje się je w centrum, a to dlatego, że to tamtędy przejeżdza najwięcej linii tramwajowych, autobusowych, jeździ metro, znajduje się tam dworzec autobusowy, kolejowy i tak dalej. Jest tam najwięcej kawiarni, kin, sal konferencyjnych czy nawet publicznych toalet. Jednym słowem - wszystko co potrzeba do obsługi ruchu generowanego przez obiekty specjalne i np. atrakcje turystyczne.
Potrzeby pozostałych części miasta zasilane są z lokalnych źródeł: przedszkoli i podstawówek dbających o rozwój społeczności lokalnych, tworzenie tożsamości kulturowej, małych sklepów, dyskontów, domów kultury prezentujących lokalnych artystów czy szkolące lokalne dzieciaki w grze na pianinie. Gdy komuś idzie lepiej występuje w domu kultury w centrum kultury. Dlaczego? Bo tam jest najwięcej ludzi, gotowych choćby spontanicznie (spontaniczność rodzi się najczęściej w tłumie) kupić bilet na występ nikomu nieznanego artysty z Jasienicy. Ktoś chce się uczyć, jechać do specjalistycznego sklepu, czy też rozerwać się w teatrze czy na kręgielni także jedzie do centrum. Logiczne i banalne, niczego szczególnego się ode mnie nie dowiedzieliście. Schemat rozwoju miasta i schemat działania i funkcjonowania modelowego miasta. Wszyscy zadowoleni, artysta z Jasienicy się rozwinął, wielu ludzi poszło na jego występ, on zarobił a wielu ludzi zaznajomiło się z..... kulturą lokalną Jasienicy. Banał.
W Stanach Zjednoczonych, jeśli pochodzi się z małej miejscowości pod Dallas i chce się występować przed największą publicznością w Nowym Jorku trzeba najpierw wystąpić w miejscowej „remizie", potem w samym Dallas, potem być może na konkursie stanowym i potem w eliminacjach w Nowym Jorku. To samo dotyczy wykształcenia, dostępu do aministracji i rozrywki.
Lokalny artysta, zachwycający publiczność w londyńskim Hampsted, na pewno będzie wychwycony przez mecenasa rodem z londyńskiego West Endu. Dlaczego by nie?
Bielsko - Biała jest jednak miastem wyjątkowym. Bo to tak naprawdę dwa miasta, z przyłączonymi do nich w latach 70 XX wieku dzielnicami ościennymi, które niewiele ma wspólnego z powyższym modelem.
Brak tutaj budowania rangi instytucji kulturalnych, urzędów, usług. Samo zagospodarowanie przestrzenne miasta przerosło już plany samego Maxa Fabianiego, który w największych snach nie zakładał że w Bielsku będzie mieszkać niemal dwieście tysięcy obywateli porozrzucanych po kiepsko zaplanowanych, oderwanych od jakiekokolwiek logicznego układu osiedli.
Max Fabiani jako centralny punkt miata Bielsko, jeszcze wtedy bez biednej Białej, obrał dzisiejszy plac Bolesława Chrobrego. Tam też w miejscu dzisiejszego budynku pomarańczowego banku miał stanąć wyjątkowy ratusz. Układ ulic miał rozchodzić się od planu promieniście. Tak jak dzisiaj to widać po ulicach Mickiewicza i Krasińskiego. Na zachód od Mickiewicza miały przeważać wille fabrykantów oraz gmachy szkół i instytucji. Tak jak to ciągle dzisiaj widać, i tak dalej i tak dalej, aż do boomu na osiedla z wielkiej płyty.
Ale dobrze, jest jak jest, warto by to opisać, być może ktoś w końcu „weźmie i to przemyśli".
Bielsko swoje naturalne centum miasta ma wokoło Placu Chrobrego na którym miał znajdować się nowy ratusz, zaczynając od Hotelu Prezydent do Teatru włączając w to rynek Starego Miasta.
Biała, swoje naturalne centrum wynikające z układu przestrzennego ma wokół Placu Wojska Polskiego, gdzie kiedyś stał także ratusz Białej i tam kręciło się życie. Potem dobudowano jeszcze plac Wolności i ulica 11-go Listopada pełniła funkcję identyczną jak 3-go Maja w Bielsku.
Czasami się zastanawiam, czy nie byłoby lepiej gdyby miasta były osobnymi organizmami, bo w dzisiejszych czasach nie jest nam dane spotkać drugiego Maxa Fabianiego, który by to wszystko w jedna całość skompletował jak te pieniądze na kupce i książki na półce. Nie ma człowieka z WIZJĄ i IDEĄ, jest za to sztab myślicieli z tzw. wyższym wykształceniem po polskiej uczelni wartym tyle co układ urbanizacyjny dobudowany do starej części Bielska.
Czy może jest tak, jak z tym wychowaniem estatycznym? Włoch „wziął i zaprojektował", ładnie mu wyszło i układ mimo kilku wieków ciągle funkcjonuje. Austriak „wziął i zaprojektował" do tego kamienice i wygląda jeszcze lepiej. Stoi do dzisiaj i działa do dzisiaj.
Polak „wziął i zbudował" osiedla, i okazuje się, że po upływie 30 lat nie ma miejsc parkingowych, są problemy z przedszkolami, bezpieczeństwem, zapewnieniem podstawowych usług i jest ogólny syf, brud i nie wiadomo jak, tak naprawdę te bloki będą wyglądać za 10 lat. To że nie zwracaliśmy na to uwagi to fakt, to że ciągle nam to nie przeszkadza to też fakt. Uwielbiamy torturować nasze oczy nowymi barwami osiedla Karpackiego. A to żółty, fioletowy, pomarańczowy. Nowoczesne barwy pasują do blokowisk jak świni dzwonek. Kolejny raz trzeba sobie zadać pytanie, kto jest za to odpowiedzialny? Czy człowiek tego nie widzi? Miekszańcy też tego nie widzą? Czy jesteśmy na tyle upośledzeni estetycznie, że nie ma wśród nas choćby kogoś takiego jak ten Włoch, który kiedyś na szczęście mieszkał w Bielsku? To tak na marginesie do dyskusji o wychowaniu estetycznym.
Wszystkie problemy naszego miasta zaczęły się wtedy gdy przyszedł Polak, który w nosie ma estetykę i kompozycję, "wziął i zaczął budować miasto"
Kontynuując wątek układu urbanistycznego.
Wiemy już gdzie jest centrum Bielska i Białej. Gdzie jest zatem centrum Bielska - Białej? I co oznacza przyłączenie Mazańcowic i Hałcnowa do Bielska? Rozumiem, że aby spełnić wymagania miasta wojewódzkiego, otrzymać generała do komendy wojewódzkiej policji musieliśmy spełniać pewne kryteria ludnościowe. Włączaliśmy co się dało, nie zważając na tożsamość Hałcnowa czy Mazańcowić, a tym bardziej na tożsamość miasta. Bo przecież jeśli chcielibyśmy się trzymać przytoczonego przeze mnie modelu miasta, musielibyśmy uznać Mazańcowice i Hałcnów jako dzielnice domków jednorodzinnych z usługami o zasięgu lokalnym. A może mieszkańcy wcale nie chcą by miejscowość ich dziadków i pradziadków była nazywana sypialnią przemysłowego potwora który bezmyślnie zżera wszystko dookoła. Jeszcze żeby jakiś plan temu przyświecał, a tu ani planu, ani koncepcji, hura do przodu. Ale my, jako ludzie na takie rzeczy obojętni nie braliśmy pod uwagę, ani pradziadka, ani dziadka ani tym bardziej siebie bo „jakoś to będzie" w tym mieście. I tak oto mamy, dwa miasta, które ledwo zdążyły się scalić i dołączone do niego miejscowości o bliżej nieokreślonej tożsamości i planie zagospodarowania. Jak to połączyć?
Gdzie wznieść te obiekty specjalne? Gdzie najlepiej ulokować dworzec autobusowy, który swoją drogą ma tragiczną lokalizację. Czy może te hektary nieużytków przykrytych torami kolejowymi stacji PKP Bielsko-Biała Główna powinno się zagospodarować? O ile wiem PKP używa tylko torów przy peronach reszta „se zarasta".
Gdzie ulokować uczelnie wyższą, żeby dojazd do niej był najlepszy dla wszystkich mieszkańców miasta? Żeby nie trzeba było wydawać pieniędzy na transport publiczny, a mieszkańcy nie musieli tak często korzystać z samochodu? Myślę, że idealnie będzie pod lasem, koło jednostki wojskowej, tam gdzie jeżdżą 3 linie autobusowe, a studenci mogą w każdej wolnej chwili wyskoczyć na miasto coś zjeść, wypić i dać zarobić lokalom usługowym. Ideał. Idąc za ciosem, dworzec autobusowy powinniśmy zbudować obok Castoramy, a Ratusz najlepiej obok stawów w Komorowicach. Przecież jeździ tam linia nr 3.
Brak planu, koncepcji i przede wszystkim pomysłu na to jak zorganizować to, nie da się ukryć, trudne do ogarnięcia miasto.
Nie mamy Sali koncertowej, w której chciałoby występować dziecko uczące się w lokalnym centrum kultury, nie ma porządnego dworca autobusowego i kolejowego. O dworcach osobny wpis będzie już niedługo. Sala koncertowa powstanie pewnie gdzieś w Aleksandrowicach, żeby wszyscy mogli do niej dotrzeć. Na szczęście stadion piłkarski (właściwie potrzebny tylko garstce kibiców) pozostał blisko centrum.
Bez planu i ładu nasze miasto pójdzie w złym kierunku. Potrzeba jest wizja i plan. To co funkcjonuje pod nazwą plan zagospodarowania przestrzennego to tylko próba opisania tego co jest i uzupełnienie tego protezami.Potrzebne są wyburzenia w centrum miasta i wielkie inwestycje w gospodarkę przestrzenną. Potem przyjdzie czas na drogi, które to wszystko ładnie i prosto połączą. Trzeba wyburzyć obiekty po Lenko, okolice ulicy Podwale, ulicę Stojałowkiego i okolicę, ulicę Sobieskiego i Cieszyńską na odcinkach od Prokuratury w górę. Domy które tam stoją nie dość, że nie spełniają żadnych europejskich standardów mieszkania to są zabytkami wątpliwej jakości. Sektor Piekarska, Piłsudskiego, Warszawska, Wyzwolenia to przyszłość, jeśli zostanie zaorana i sprzedana i zaprojektowana z wizją. Bielsko potrzebuje modernizacji bo nie wiadomo gdzie jest jego centrum. W Sferze? Koło PKP? Gdzieś pod Szyndzielnią? A może koło Ratusza bo tam się idzie po dowód osobisty? Nie wiem. Najbardziej cierpi na tym rynek Starego Miasta, który został na uboczu, bo nie da się tam dojechać autobusem, tramwajem czy też zaparkować.
Budujmy hierarchię i prestiż obiektów specjalnych.
Podobny problem mają amerykanie kiedy prezydent Obama prosi o numer telefonu do Europy. Właściwie nie wiadomo do kogo ma zadzwonić.
Gdzie to centrum?
KRYZYSOWA ESTETYKA czyli architektura w Małej Sraczce
Na początek pytanie. Kto jest odpowiedzialny za napędzanie machiny produkującej prowincjonalne potworki nie mające nic wspólnego z kontynuacją tradycji czy też uzupełnianiem naszej bogatej bielskiej architektury? Czym są nowe budowle na tle już istniejacych? Czy to jeszcze architektura czy już raczej tanie i estetycznie zdegradowane obiekty służące tylko zaspokajaniu konkretnej potrzeby? Myślę, że trzeba także zapytac „Co jest tego powodem bylejakości architektonicznej w Bielsku?".
Dla wtajemniczonych Mały Wiedeń. Znani włoscy i austryjaccy architekci, polscy architekci kształceni na zagranicznych uniwersytetach. Ich owoce można dostrzec niemal pod każdym numerem, każdej ulicy. Te bardziej wyniosłe, bogatsze w Bielsku, te mniejsze, skromniejsze, lecz nie mniej urokliwe w Białej. Ale to po zaborcach odziedziczyliśmy nasze największe, najwspanialsze i najbardziej charakterystyczne budowle przy których warto się zatrzymać i pochylić się nad kunsztem i ogromną pracą jaka została w nie włożona . Za „panowania" Austrii, Bielsko zaskiwało swój urok, wielkomiejski charakter oraz wizerunek, który utrzymał się niezmiennie do dziś.
Jako socjolog z wykształcenia, projektant ogrodów z zawodu i miłośnik architektury z racji hobby nie mogłem zostać obojętny na to co wyprawia się dziś na bielskich ulicach i postanowiłem zapoczątkować cykl niewielkich artykułów z nadzieją, że może coś uda mi się zmienić. Pewnego dnia zadałem sobie pytanie „Czy jest w ogóle w nas jakieś poczucie estetyki?" Rozmawiając z ludźmi z branży usłyszałem szybko i twardo że „NIE".
Czy powinniśmy budować z ponadczasowo i estetycznie? „Przecież to jest drogie, pracochłonne", „wszystko fajne ale i tak nie zwraca się na to uwagi", „trzeba zapewnić ludziom standard życiowy i nie przejmować się jakimiś gzymsikami", czy też nieśmiertelne „o gustach się nie dyskutuje".
To można usłyszeć na ulicy zadając to pytanie. Weźmy zatem kilka przykładów z życia.
Budujemy się. Czy w takim razie przeglądając katalogi z projektami obiektów jednorodzinnych potrafimy wskazać różnicę między poszczególnymi projektami? Nie ważne jakiej wielkości jest to budynek.
Oczywiście, że nie, bo większość to ten sam projekt, tylko, że w różnych wariantach, zmieniający się oczywiście wg „indywidualnych potrzeb klienta" A to większe okno, a to większy taras itp. Przecież indywidualizm jest u nas tak istotny, że możemy wbrać, czy te nieodłączne, dwie soplicowskie kolumienki będą przy wejściu głównym, czy może raczej przy wyjściu na ogród. Czy cegła klinkierowa będzie żółta czy może czerwona, a taraz ułożony w karo czy też prostokąty. Kropka. Koniec indywidualizmu. Czy lokowanie z uporem maniaka balkonu na zachodniej ścianie budynku podczas gdy dom otacza ogród ma ciągle sens?
Teraz moja branża. Weźmy projekt ogrodu. Na początku najśmieszniejsza kwestia czyli „a co to za sztuka zaprojektować kilka kwiatków, trawnik i altane, jeszcze chcieć za to pieniądze". Podczas gdy ogród to instalacje podziemne, naziemne, konstrukcje stałe, cieki wodne, zbiorniki wodne, a przede wszystkim pomysł i kompozycja, to większość z nas postrzega ogród jako miejsce gdzie sadzi się kwiatki, rośnie mniej więcej zielona, nierówna trawa i oczywiście stoi w nim altana - czworobok z trejażami i czterospadowym dachem. Altana rodem z marketu budowlanego. Wzdłuż płotu rosną żywotniki, przepraszam - iglaki, a przed domem świerk bądź jodła szerzej znana jako „choinka". Poza tym ogród każdego z nas to ogród botaniczny, w którym możemy znaleźć dziesiątki roślin z różnych gatunków w różnych odmianach. Kompozycja nie ma znaczenia, dobór gatunkowy także. Nie wspominam o krasnalach, klaustrofobicznych oczkach wodnych w kształcie nereczki itp. Kto by pomyślał o tym, że altana może być wykonana wg indywidualnego projektu (4 na 4 klientów w tym roku było zaskoczona taką alternatywą, wszyscy zgodzili się na indw. projekt bez wahania) , materiał na ścieżki sprowadzony z Kanady lub Indii (często wychodzi taniej niż materiały z Polski zapewniam Państwa), a w ogrodzie może się znajdować tylko 5 gatunków roślin w jednej odmianie. Konstrukcje ogrodowe także nie odgywają znaczacej roli w naszych ogodach. Przewyższenia, obniżenia, obiekty związane ze sztuką, o świetle nie wspominając.Szeroki temat, ale tutaj chcę tylko zaprezentować o co mi chodzi.
Dlaczego architekci projektują coś takiego? Bo nie wymagamy, nie protestujemy przeciwko bylejakości ludzi którzy są odpowiedzialni za kreowanie naszej przestrzeni życiowej. Z kolei nie wymagamy bo jesteśmy byle jacy pod względem estetycznym, nie poznajemy, nie uczymy się i boimy się nowego. Irytujące prawda? Jak to się przekłada na warunki naszego miasta?
Jak widać od kilku lat, Mały Wiedeń zaatakował tragiczny w skutkach brak poczucia estetyki mieszkańców i wybieranych przez nich władz. Cięcie kosztów w budżecie, a przede wszystkim cięcie horyzontów myślowych, obojętność i ciągłe upraszczanie sobie życia spowodowało, że jesteśmy upośledzeni estetycznie. Warunkiem wygrania przetargu jest cena, co kompletnie zabija twórczość i innowacje. Byle taniej, byle szybciej i hura. Wstęga, zdjęcia, relacja szczęśliwego reportera - poszło. Dawaj następne, budujemy z salę koncertową, i tak dalej. Nie ma dla nas znaczenia czy ręka Hermesa będzie wyciągnięta na zachód czy może na południe, ho, ho.... Co ja o Hermesie. Wróć i zacznij jeszcze raz. Nie ma dla nas znaczenia czy żółty kolor hali komponuje się z otaczającymi górami, czy hektary wylanego asfaltu wokoło hali zwłaszcza w dobie budowy ekologicznie czynnych parkingów także nie mają znaczenia. Przynajmniej taki wniosek wysnułem gdy zobaczyłem to co powstało pod Dębowcem. Nikt nie protestował, nikt się nie zorganizował i nie sprzeciwiał budowie tego czegoś. Co się dzieje z Mały Wiedniem?
Wychowanie estetyczne.
Wychowanie estetyczne, jest kluczem do zrozumienia i podjęcia dyskusji na ten szeroki temat. Wrażliwość na kompozycję, kolor, dobór środków architektonicznych, wyszukanie materiałów budowlanych, technologii. To wszystko w czasach kryzysu estetyki nieporządane detale, wiem. Windują cenę inwestycji, też wiem. Ale wiem też, że potem ta tania „inwestycja" stoi i straszy, trzeba się za nią wstydzić i raczej tworzyć na jej temat śmieszne anegdotki niż się nią chwalić. A kamienice Korna, Rosta i wielu innych wykształconych, światłych architektów stoją i nikt nawet o nich nie dyskutuje, bo zwyczajnie nie ma o czym. Są ponadczasowe, przemyślane, komponują się z otoczeniem, są pięknie wykończone i starannie wykonane. Pomyśleć, że tynki na wielu z nich do dzisiaj nie odpadły od tzw. „nowości" i drzwi do wychodka są ręcznie zdobione.
Owoców bezmyślnego naśladowania nowoczesności, obojętności i cięcia kosztów w Bielsku-Białej jest więcej. Nie zastanawiając się specjalnie jednym tchem: Hala, schody do Barlickiego, siedziba Aquy, budynek banku PKO przy 11-go Listopada, Sfera 1, Sfera 2 elewacja zachodnia (parkingowa), budynek przy schodach na ul. Barlickiego, który wręcz pożera secesję z okolicznych kamienic, pływalnia Troclik no i oczywiście cała masa nowych budynków mieszkalnych i blaszanych kontenerów mnożących się dyskontów sprawia, że z Małego Wiednia robi się Mała Sraczka lub Biegunka jak kto woli.
Czas by estetyka i solidność wygrała z ceną!
Co potrafią austriacy lub kształceni za granicą Polacy, czego nie potrafiimy my? Im wychodzi ładnie, a nam nie, mimo, że od szkoły podstawowej mówią nam „nie wyjeżdzaj za linię", co nawiasem mówiąc także przynosi opłakane skutki w podświadomości.
Wychowanie estetyczne powinno być przedmiotem w szkole. Powinno się mówić o kompozycji, kolorystyce, powinno się uczyć architektury, rysunku ale także zupełnie niepohamowanego i nieograniczonego podejścia do designu, abstrakcyjnych form, wolnej linii. By ludzie potrafili na nowo znaleźć sens w tych „gzymsikach" potrafili się nimi cieszyć i o nie dbać. My jako konsumenci kultury, uczestnicy życia społecznego powinniśmy być gotowi powiedzieć stanowcze „nie" bylejakości w architekturze. Zacznijmy od naszego własnego podwórka obserwując tych, którzy osiągneli już więcej w danej dziedzinie - Włochów, Francuzów, Niemców czy Anglików.
Żądajmy od architektów i projektantów alternatyw. Oni przez nas przywykli do bylejakości, cięcia kosztów i po najmniejszej linii oporu proponuja nam potworki. Wiedzą, że nie zaprotestujemy bo jesteśmy upośledzeni estetycznie. Po co się wysilać jak np. Daniel Libeskind i robić jakieś żagle w centrum Warszawy przy Złotej 44 skoro można powiekszyć projekt warsztatu samochodowego i zrobić z tego hale sportową o wątpliwej funkcjonalności. My sami, także powinniśmy się kształcić i uczyć stylu, dobrego smaku by pokazać naszej władzy i osobom odpowiedzialnym, że nie mają do czynienia z małpami, którym projektuje się wybieg tylko z ludźmi oczekującymi przeżycia wrażeń estetycznych podczas spaceru w czwartkowe popołudnie czy też podczas meczu siatkówki. Wielka praca, rozmach i staranność, niezależnie od tego jaki mamy gust, budzi szacunek i uznanie - zawsze i wszędzie. Wielka klapa, bylejakość i kpina z naszego poczucia estetyki budzi niechęć, kontrowersje, niesmak - zawsze i wszędzie. Dokładnie tak jak wszystkie nowowybudowane budowle, a raczej obiekty w Bielsku-Białej. Bez wyjątku, bez nadziei na coś lepszego. A może jesteśmy coraz większą prowincją? Taką.....Małą Sraką?
Myślę, że mamy szanse na nowo stać się Małym Wiedniem i nie tylko dla wtajemniczonych.
Wkrótce kolejny artykuł z cyklu.
AR
Ostatnie komentarze
Widzę, że sprawa wyburzeń wzbudziła takie emocje że zostałem nazwany przesadnie Antkiem Burzycielem. Spoko, można było...
@jolly_bb Mnie nic innego nie pozostaje jak tylko podpisać się pod komentarzem użytkownika. Co do rozbudowy...
Oczywiście, zgadzam się w 100%. Są w BB miejsca, które ewidentnie nadają się do wyburzenia...
Reklama:
Statystyki bloga:
| Wyświetleń: | 1357 |
| Newsów: | 6 |
| Komentarzy: | 23 |


