grupamiejska.blog.bielsko.pl
 
bielsko.biala.pl
blog.bielsko.pl
grupamiejska.blog.bielsko.pl/rss
strona główna - grupamiejska.blog.bielsko.pl
Archiwum newsów - luty 2012

Komentarzy (7)

Przerwa w nadawaniu

  
Na blogu przerwa w nadawaniu do 15.02 pozdrawiam
2012-02-12 | Dodaj komentarz
adambb
2012-02-16 22:01:02
przerwa w nadawaniu potrwa dłużej, bo troche zajmuje mi zbieranie danych o właścicielach nieruchomości w słynnych już sektorach które zaproponowałem do wyburzenia.
Angus
2012-02-17 08:21:11
Dobre, rośnie nam nowy Antek Burzyciel, tyle ze na szczęście teoretyk. To są projekty na miarę wielkich reformatorów urbanistyki, jak Napoleon III czy niesławnej pamięci Nicolae Ceauşescu. Poza kilkoma domami nie widzę potrzeby ani sensu wyburzeń na Cieszyńskiej. A "korzyści estetyczne" z tego typu działalności zobaczyć można np. na Partyzantów między Michałowicza a Piątką -w miejscu dawnego Domu Polskiego pozostały jedynie jakieś "szczerby i szkielety",bokiem do ciągu komunikacyjnego ustawione. Najkorzystniej wygląda łączenie nowej architektury ze stara , o ile dokonuje się tego inteligentnie -takich projektów w BB mamy jak na lekarstwo. Nie jesteśmy Paryżem , który mógł sobie pozwolić (nie tylko finansowo ale także prestiżowo) na postawienie piramidy przed Luwrem. z pozdrowieniem
maciek
2012-02-20 13:41:11
@Angus: generalnie nie można opierać rozwoju miasta wyłącznie na wyburzeniach, ale umówmy się: są tereny, które należałoby zrównać z ziemią i zabudować ładnie de novo. Np. terene między PKP a sferą. Nie ma tam NIC wartościowego. Więcej jest przykładów na wyrwy w ulicach, braki, np. skrzyżowanie Wałowej z Barlickiego, przy rondzie. Brakuje tam budynku. W samym centrum! Powinien tam ktoś coś zbudować - ciekawe jaki jest status tej działeczki. Szczerbata ulica w centrum nie wygląda dobrze, szczególnie przy ważnym skrzyżowaniu. Teraz jest tam pożal się Boże jakiś parking.
Angus
2012-02-20 15:19:18
Oczywiście, zgadzam się w 100%. Są w BB miejsca, które ewidentnie nadają się do wyburzenia i zabudowania., np. hale po Merilanie i Polsporcie na Dworkowej, hala na Sempołowskiej tyłu za UM (o niewyjaśnionym stanie prawnym chyba), tereny PKP/sfera - oczywiście. Na zabudowę czeka np. szczerba między rynkiem w Białej a Klimczokiem. Problemem jest forsowanie wyburzeń obiektów , które wg czyjegoś, subiektywnego sposobu patrzenia nie mają żadnej wartości historyczno - estetycznej. W przypadku wspomnianej ul. Cieszyńskiej nie można mówić, że takiej wartości ona nie ma. Inny problemem jest, co powstaje w miejscu obiektów wyburzanych. Niestety grozić nam może realizacja koncepcji podobnych do np. Rynku /ZWM.
adambb
2012-02-21 22:40:48
Widzę, że sprawa wyburzeń wzbudziła takie emocje że zostałem nazwany przesadnie Antkiem Burzycielem. Spoko, można było odnieść takie wrażenie, często ci co wywołują rewolucje są jej ofiarami. Rezygnuje ze szturmowania tematu wyburzeń. Zauważyłem jednak że osiągamy zgodę o niwelacje pewnych obszarów i to mnie cieszy. To że są to projekty duże i drogie to wiem, nic jednak nie jest większym wrogiem rozwoju jak pozostanie w stanie "nie da się", "to jest niemożliwe".
Maciej P.
2012-02-27 20:36:52
To jest sprawa dużo bardziej złożona niż myślimy. Kwestia wyburzeń to punkt zapalny wielu dyskusji między miłośnikami Bielska-Białej (gdzie zarówno przeciwnicy, jak i zwolennicy niwelacji niewątpliwie SĄ miłośnikami naszego miasta, mają tylko na jego rozwój inne zapatrywania). Można dyskutować, czy wyburzenie jakiegoś obiektu jest barbarzyństwem, czy koniecznością, można spierać się, czy zniszczony, zagrzybiony, przesiąknięty wilgocią obiekt osuszać i remontować, czy zburzyć i wykonać jego replikę od podstaw (replika jest tutaj dobrym słowem)... Te dyskusje - wbrew pozorom - są bardzo potrzebne, bo dają asumpt do aktywnego przetwarzania tkanki miejskiej, a więc dokonywania w niej zmian, co przecież miało miejsce od zawsze. Zmiany muszą następować - to hasło przyświeca architektom i konserwatorom zabytków na całym świecie, również u nas. I jest to prawda. Ale często sens tego określenia jest zupełnie wypaczony. Zmiany bowiem traktuje się jako warunek sine qua non i fetyszyzuje się go, pomijając zdanie mieszkańców miasta, ich potrzeby i priorytety. Taki błąd popełniono chociażby przy tzw. rewitalizacji bielskiej starówki, gdzie "zmiany" okazały się ważniejsze od potrzeb i estetycznych wymagań bielszczan. Oto w imię postępujących zmian i "nowego zapotrzebowania społecznego", którego nota bene nikt z odbiorcą tych zmian nie konsultował, skonstruowano rzeczywistość, która dla wielu stała się synonimem braku szacunku dla mieszkańców miasta. Wymuszono tę rzeczywistość realizując na Rynku absurdalne z architektonicznego, urbanistycznego i - po prostu - estetycznego punktu widzenia, konstrukcje, które nie tylko nie pasują, ale zwyczajnie szpecą staromiejski krajobraz. I uczyniono tak tylko dlatego, że "jej wysokość Zmiana" w "św. XXI wieku" tego od nas wymagają. Bzdura. Zmiany są zjawiskiem głęboko społecznym, niezależnym od widzimisię architekta, czy urbanisty. To nie on, ale mieszkańcy miasta decydują jak chcą mieszkać. Zawsze decydowali. A urbaniści i planiści zawsze się do tego stosowali. Przez wieki zmieniał się krajobraz "Ringu", powstawały i znikały wagi miejskie, studnie, zbiorniki przeciwpożarowe, zamurowywano podcienia, niwelowano i brukowano płytę rynku na potrzeby miejskiego targu... Wszystko po to, by mieszkańcom żyło się wygodniej, lepiej i bezpieczniej. I o tym, zdaje się, zapominają ci, którzy nasze miasto są władni przekształcać, na siłę wciskając nam swoje rozwiązania, zmuszając nas do życia w określonej, stworzonej nie w naszej, ale w ich wyobraźni... Jeśli więc mówimy o zmianach, powinniśmy wziąć pod uwagę każdy rodzaj zmian i dyskutować o nich nie tylko z pozycji specjalistów i znawców, ale także, a może przede wszystkim, jako mieszkańcy, bo to miasto jest zasadniczo nasze. To my w nim mieszkamy. Zatem... Wyburzać? W Bielsku-Białej na pewno są takie miejsca, takie budynki, takie okolice, które wyburzeń - niestety - potrzebują. O ich konieczności powinni mówić mieszkańcy, o zasadności zaś - specjaliści. To na styku tych dwóch sił powinna kształtować się realna praca nad wyglądem miasta. I chociaż zdaję sobie sprawę, że to wizja nieco utopijna sądzę, że jest to jedyny sposób na to, by konstruktywnie kształtować tkankę miasta. Dlatego uważam, że odsądzanie autora tego bloga od czci i wiary za sformułowanie postulatu wyburzenia pewnych - wcale przecież nie dużych - fragmentów miasta jest nie na miejscu. To jest wręcz konieczne (w dodatku stosowane było prawie zawsze). Tylko w taki sposób można wnieść do niezwykle potrzebnej dyskusji na temat wyglądu naszego miasta świeży powiew. I ja pod takimi postulatami, poddawanymi pod merytoryczną dyskusję, podpisuję się oburącz. Od tej zasady musi być, wszelako, jeden wyjątek. Zapomnijmy o wyburzeniach w ścisłym obszarze starówki. Obszarze, który akurat w przypadku Bielska bardzo łatwo określić. I tutaj w grę - chcemy, czy nie chcemy - wchodzą oczywiste resentymenty, ale i twarda kalkulacja. Te stare, zagrzybione, sypiące się rudery trzeba ratować w ich autentycznym kształcie i historycznej formie, bo odtworzone, zreplikowane, zastąpione atrapami i podróbkami na zawsze pozostaną już tylko pustymi architektonicznymi wydmuszkami bez wartości. Przepraszam za przydługi wywód, ale pozdrawiam serdecznie. Maciej P.
Ja!
2012-03-16 22:47:29
No i był sobie bloga :)
Komentarzy (3)

Sprostowanie. Wyjaśnienie.

  

Pojawiają się pierwsze komentarze. Doczekałem się w końcu także tych negatywnych. Bardzo mnie to cieszy, bo to znaczy, że żyjemy i myślimy.

Głównie, tzn 100% zarzutów jednak dotyczy części zatytuowanej "marzenia ...czyli moje propozycje" w poście o dworcach, oraz zastrzerzenia co do "wyburzania części miasta" i wymyślonego całkowicie przez komentatora bloga zarzutu, że chcę odłączyć jakieś dzielnice miasta. Pojawiły się też kontrowersje dotyczące "podniesienia" dworca PKP. A więc po kolei. Mam nadzieje, że wyjaśnimy sobie te rzeczy i będę w pełni wartościowym członkiem dyskusji. (chociaż ciężko określić co to jest)

1. Podrozdział "marzenia" jak sama nazwa wskazuje, są moimi marzeniami, jednak jak najbardziej realnymi z punktu widzenia technicznego i finansowego. Jednak chciałbym, żebyście także traktowali je z przymrużeniem oka. Taki podrozdział będzie się pojawiał przy każdej okazji. Jednak, dobrze, tu możecie mieć rację, będę starał się prezentować bardziej konwencjonalne i przyziemne koncepcje.

2. Ale mimo wszystko nie chciałbym, żeby "wizja" była pretekstem przekreślenia całej treści posta, co do której żadne negatywne komentarze się póki co nie pojawiły. Każdy ma prawo do marzeń, to jedyny stan w którym nie działa racjonalność i ograniczenia. Wszystko wygląda pięknie i działa. Każdy ma do tego prawo. Moje "marzenia" wcale nie są takie nierealne tak na marginesie.

3. Podniesienie dworca PKP - tak to prawda, jest to zabytek, czy piękny czy brzydki, nie ma to teraz znaczenia. Jest to zabytek i należy mu się szacunek. Chciałbym jednak lekko wtrącić, że dzisiejsze "zabytki" niejednokrotnie na etapie swojego życia były modernizowane dzięki czemu dziś wyglądają tak jak wyglądają. Dzisiejszy Zamek był kiedyś drewnianą warownią, wiele kamienic zostało podniesionych, nawet o dwa piętra, widać to w różnicach w stylu choćby wykańczania okien i zdobień na poszczególnych poziomach....i tak dalej i tak dalej. Logiczne. Co do podniesienia dworca, może zbyt nonszalancko rzuciłem hasło dobudowania do niego dwóch pięter. Powinienem to uzupełnić. Zgadzam się.

Uzupełniam. Istnieją architektoniczne i techniczne możliwości, dobudowania w bryłę budynku elementów, które będą tworzyły z oryginałem jedną całość. Wyglądać to będzie przyzwoicie, jeśli zachowa się koncepcję i zamysł wg którego był budowany oryginał. Te same materiały, wzornictwo itp. poprostu 2 piętra w górę plus jakieś dodatkowe elementy jak wieżyczka zegarowa, "gniazda". Wszystko w stylu w jakim zbudowano dworzec (ten dworzec nie jest tworem unikatowym, istnieją także jego rozszerzenia i rozbudowane wersje, ciekawostką dla niektórych może być fakt, że sala pogrzebowa na cmentarzu żydowskim to jego wygląd wyjściowy).

4. Wyłączenie z miasta dzielnic ościennych. Absolutnie jestem zdziwiony, że coś takiego można było wywnioskować z mojego tekstu. Nie jestem przeciwnikiem włączania. Jestem zwolennikiem. Uważam, że Wilkowice oraz Jaworze, powinny zostać do BB włączone w najbliższym możliwym czasie. Zwracałem jednak uwagę, na to, żeby przy właczaniu kolejnych organizmów do miasta kierować sie jakąś metodologią, której brakowało w przypadku włączania Hałcnowa, Straconki i innych terenów o rzadkiej zabudowie. Absolutne nieporozumienie na lini czytelnik - tekst. Na takich zasadach funkcjonuje UE. Żeby do niej przystąpić, trzeba spełniać pewne warunki, aby różnice systemowe, społeczne itd nie pojawiały się na etapie fundamentów.

5. Najlepsze zostawiłem sobie na koniec. Wyburzenia. (jeśli dotyczą zabytków, chodzi mi o takie w których mieszkają ludzie) Niekiedy, aby dać ludziom godziwe warunki, życia, kopa do działania, inwestorom oddech, a miastu szansę na rozwój, są potrzebne także i takie działania. (jedną z najstarszych dzielnic Nowego Jorku jest Manhattan, najstarszą dzielnicą Londynu jest City oraz część starego portu rzecznego na Tamizie - Docklands. To tam stoją najnowocześniejsze budynki i drapacze chmur). Pozostawiono tam najbardziej wartościowe budowle (m.in Tower of London, Doki Św. Katarzyny i otaczające zabytki), muzea, pomniki, budynki państwowe i katedrę. Ale my nie musimy iść aż tak ekstemalnie, nie jesteśmy metropolią. Weźmy inny przykład. Stratford w Londynie (podaje przykład Anglii bo sam tam mieszkam, a najwięcej Polaków miało styczność właśnie z tym krajem) miejsce gdzie będzie się odbywać olimpiada 2012. Olbrzymia inwestycja w społeczeństwo. Skok cywilizacyjny dla tej części Londynu, zupełnie podobny jak nasz z okazji Euro 2012, tyle że tam ma wymiar bardziej "lokalny". Setki domów, starych biur i nieużytków, fabryk i magazynów zrównano z ziemią. Po co? Bo w całym tym biznesie, najważniejszy jest człowiek, na którym można zarobić i który chce żyć w dobrych warunkach. Ważny jest rozwój, spadek bezrobocia, nowe szanse. Oddech dla miasta i obudzenie się ze stagnacji, otwarcie nowych możliwości.Podłączono nowe linie metra i kolei, zaplanowano funkcjonalny i wydajny system drogowy, (zbudowano też największą galerię handlowa w Europie - Westfield - nie budzi we mnie jednak aż tak pozytywnych emocji, ale nie wszystko musi być takie piękne)

Dlaczego proponuję wyburzenia także w Bielsku? I czego?

Nie trzeba walić połowy miasta jak sugeruje mi kolega w komentarzu. Posłuże się przykładem np...... ulicy Cieszyńskiej od placu targowego do ulicy np Solnej, albo wyżej, Browarnej. Każdy wie jak wyglądają te malownicze budyneczki, każdy wie w jakim są stanie i ile mniej więcej trzeba pieniędzy aby je wyremontować. (Co innego gdybyśmy wcześniej o nie dbali)Nie są to kamienice znanego czy niszowego architekta, nie wyróżniają się szczególną myślą techniczną, ideą, założeniami. (tylko takie budowle uznaję za godne ratowania, zaznaczam już na przyszłość, żeby się nie powtarzać) Po prostu są bo tak je ktoś kiedyś postawił. Jest takich pełno w całej starej Galicji. Ale NIE KAŻDY wie jak się w takich budyneczkach mieszka niestety. Miłośnicy zabytków, których jest tutaj pełno, sam się do nich zaliczam, często zapominają o najważniejszym - o ludziach i ich bezpieczeństwie, a także stanie psychicznym.

Wilgoć, przemarznięte ściany, nieszczelna izolacja (jeśli w ogóle jest), popękane fundamenty (praktycznie eliminują budynek z użytku). Często rolę fundamentów pełnią kamienie poukładane na stosiki. Można do tego dołożyć, stere konstrukcje dachowe, brak spełnienia wymagań przeciwpożarowych, sanepidu i innych organizacji które teoretycznie powinny wymagać działań. Ogólnie - klęska architektoniczna.

Kwadrat ulic Mostowa (strona zachodnia), Grażyńskiego (bez gazowni i sympatycznego dworku który właśnie jest w remoncie) aż po tory kolejowe ograniczające go od północy i ulicę Trakcyjną oraz tory kolejowe ograniczające go od zachod to także był mój typ.

W moich typach pojawiły się także budnki przy Stojałowskiego od skrzyżowania z Konf. Barskich do Kościoła w Białej łącznie z tzw "blaszakiem".

Ulicę Sobieskiego możnaby uratować, bo jest interesująca, poza tym mogłaby działać jako pamiatka i przypominać niemal identyczną ulicę Cieszyńską.

Kolejny kwadrat godny modernizacji: Sempołowskiej, (Rzeka Biała linią przecinającą), 1-go Maja, KołłAtaja. Do uratowania przedszkole, siedziba ING, ostatnio wyremontowany budynek gdzie jest PKO. Dla uspokojenia przypominam że Teatr jest za skrzyżowaniem 1 Maja z Kołłątaja :)

To moje "typy". Wielki obszar pod nowe budowle, nowy plan zagospodarowania przestrzennego. Mało kto z was ma do czynienia z tym obszarem na co dzień. Są to obszary zaniednane, nieuporządkowane i marnuje się w nich potencjał centrum miasta.

Jak powiedziałem to moje typy, nie świadczą o tym, że zwariowałem i jestem oderwany od rzeczywistości. Podałem pewne argumenty, być może trafne, być może nie. Ale coś w nich na pewno jest.

Już jutro nowy post

2012-02-09 | Dodaj komentarz
aniol
2012-02-10 21:49:00
Witam serdecznie.Blog o architekturze na pewno przyciągnie moją uwagę.Jeżeli się tyczy zabytków to jeżeli nie zmieni się podejscia konserwatora do prywatnych inwestorów nawet tych potencjalnych to dalej budynki wzdłuż ulic np.Cieszyńskiej,Sobieskiego itp będą tak wyglądały-wymagania konserwatorskie przewyższają możliwości prywatnych inwestorów a miasto nie ma wystarczających pieniędzy na rewitalizację i tak chylą się te zabytki do upadku a wtedy problem z głowy-zawaliły się więc można sprzedać gołą działke bez obciążeń.W nawiązaniu do poprzedniego artykułu koncepcja zabudowy terenu na północ od hotelu Prezydent nad torami jest śmiała(sam już kiedyś tą możliwość zauważyłem)jak również rewelacyjna wprost dziwne że jeszcze żaden inwestor jeszcze się nie zainteresował tą możliwością-wiadomo indolencja PKP rozszczepienie na poszczególne spółki(osobna od terenu,od trakcji i torowiska)stawia tą misję jako niemożliwą do przeprowadzenia.Pozdrawiam i życzę dalszych sukcesów w tropieniu architektonicznych absurdów jak i odkrywaniu wielu możliwości rozwoju miasta.
2012-02-19 02:53:21
Wyburzenia w kraju ktory tak cierpi na brak stylowej architektury przez dzialania wojenne, przepraszam ale odpada zupelnie. Szczegolnie w tak zachowanym miescie jak Bielsko, Ono jest tak piekne tylko dzieki temu ze sie w pelni zachowalo. Komunisci w Warszawie po wojnie podawali te same argumenty co Ty o wprowadzeniu nowoczesnosci o burzeniu tych brzydkich nienadajacych sie do zycia podworek. No i co z tego wyszlo, mamy najbrzydsza stolice Europy... architektom mozna dac sie wykazac jeszcze, bez koniecznosci burzenia, bo zaznacze jeszcze raz burzenie jedynie oszpeci miasto. Majac tyle ciekawych miejsc do wykorzystania... np na Barlickiego w miejscu parkingu jest idealne miejsce na nowoczesny, budynek ze stylowa architektura, pomiedzy sfera jeden a kamieniczka przy gazowni tez jest idealne miejsce. Moglo by to stworzyc nowe piekne nowoczesne centrum, z zachowanymi obok stylowymi kamienicami. No i jeszcze jak kolega slusznie wspomnial co juz w sumie jest marzeniem zabudowanie nieuzytkow pkp pod jakies ciekawe budynki, tam bym proponowal skierowac rozwoj miasta. a jeszcze niech nikt mi sie nie probuje tykac 1 go maja, to jak dla mnie najbardziej klimatyczna ulica w miescie, nie wiem czemu heh, pozdrawiam
monika
2012-03-03 15:24:40
Zwracamy się z uprzejmą prośbą do moderatora strony o zezwolenie na zamieszczenie linków do naszych stron internetowych: www.sztukawina.pl www.scottishhouse.pl w przypadku braku zgody prosimy o skasowanie naszego wpisu.
Komentarzy (6)

Dworce

  

Dworzec kolejowy i autobusowy. Przepustowość, stan obecny, stan wymarzony.

Jak zwykle we wstępie będę pisał o rzeczach oczywistych, o których wszyscy wiedzą, ale mimo wszystko warto sobie je od czasu do czasu przypomnieć, bo mam wrażenie, że właśnie o rzeczach oczywistych najczęściej zapominamy.


Dworzec autobusowy czy też kolejowy jest pierwszym obiektem z jakim styczność mają podróżni odwiedzający w różnych celach nasze miasto. To najczęściej tam kupujemy mapę miejscowości, dowiadujemy się o możliwościach podróżowania po mieście komunikacją miejską, poznajemy najpopularniejsze atrakcje, dowiadujemy się jak do nich dotrzeć. Z ulotek, prospektów dedykowanych dowiadujemy się podstawowych informacji o miejscach takich jak noclegi, restauracje, kina, urzędy, sklepy, szlaki górskie. Ogólnie rzecz biorąc - dworzec to pierwszy i najważniejszy punkt informacji o mieście, z którego podróżny nieznający miasta powinien wyjść wyposażony w podstawowy pakiet informacji.


Pakiet dworcowy


Dworzec autobusowy/kolejowy powinien posiadać podstawowe wyposażenie w zakresie obsługi Klienta oraz zapewnienia mu komfortu przy jednoczesnym czerpaniu korzyści finansowych (oczywiście nie na podróżnym tylko na usługodawcach, reklamodawcach itp)
Budynek dworca - jasny (głównie naturalne światło), czysty, wyposażony w tablice świetlne informujące z jakiego stanowiska/peronu i o której odjeżdża dany autobus/pociąg. Jak to wygląda każdy wie, nawet nie trzeba jechać w tym celu na lotnisko. Miejsca gdzie można usiąść i z których - UWAGA! - widać powyższe tablice świetlne. Stanowiska skąd można zabrać ulotki, bezpłatne mapki miasta i komunikacji miejskiej czy też „powiatowej" i miejsca gdzie można usiąść i je przeczytać. Dodatkowym komfortem byłby hall otoczony punktami usługowymi czyli restauracją z przystępnymi cenami, kawiarnią oraz toaletami, a także innymi punktami, o których decyduje popyt. No i oczywiście automaty biletowe uzupełnione stanowiskami gdzie kupujemy bilet od człowieka (bo ktoś z różnych powodów nie chce korzystać z maszyny) albo w przypadkach, w których miasto jest „lekko" zacofane - tylko ludzkie kasy biletowe. Oznakowanie jednolite, czytelne, najlepiej obrazkowe.
Poza darmowymi mapkami komunikacji i mapkami miasta z zaznaczonymi wszystkimi interesującymi miejscami, nie wymagam jakichś kosmicznych wygód. Nuda prawda? Skąd wziąć na to pieniądze?


Nie będę tutaj tłumaczył bo jest to oczywiste, że za pieniądze z najmu lokali usługowych oraz opłat za umieszczania ogłoszeń w dedykowanych ulotkach (np. o gastronomii w mieście, wszystkie w jednym formacie i czcionce) można czerpać zysk i to wcale nie mały. Dlaczego? Bo wszyscy hotelarze, restauratorzy i inni, którzy mogliby korzystać na reklamie na dworcu będą chcieli za to płacić. Dlaczego? Bo będą wiedzieli, że ich reklama, jest podana w przystępny, sprawiedliwy dla wszystkich sposób, w jednej przejrzystej, dedykowanej dla danej grupy formie. Reklama trafia w ręce osób zainteresowanych ich usługami. Budynek, który byłby nośnikiem ich reklamy, jest czysty, bezpieczny i nowoczesny przez co budzi zaufanie przyjezdnego, dzięki temu także do usług i informacji, które dworzec oferuje. Dlaczego nie mieliby się ogłaszać w takim miejscu? Wręcz wypadałoby być w takim miejscu. Schludna, rzetelna i przejrzysta reklama, a raczej informacja, z budzącego zaufanie obiektu. Ideał. Piękna teoria, w praktyce to działa w niejednym mieście.

Stan faktyczny, problemy przepustowości


Budynek dworca jak zawsze jest ciemny, brak w nim klimatyzacji, przez co smród, który mimo wszystko ma prawo się tam unosić nie jest usuwany na zawnątrz. Budynek dworca jest niefunkcjonalny, niebezpieczny i nieczytelny. Stanem porządanym byłby jeden wysoki hall, budzący poczucie przestrzeni, na planie kwadratu bądź koła jak kto woli, w którym te wszystkie wymyślne rzeczy, o których pisze wyżej mogłyby być zgromadzone. Wizerunek naszego miasta jako stolicy Podbeskidzia, stolicy euroregionu Beskidy i stolicy czegokolwiek, ktokolwiek jeszcze wymyśli jest dewastowany już w momencie opuszczenia autobusu/pociągu. A wymagania wcale nie są tak ogromne. Znów, pojawia się tutaj poruszany przeze mnie problem wychowania estetycznego, poczucia smaku i potrzebu zaplanowania i zorganiozwania przestrzeni. Jak to się mówi lipa i obciach.
Pomyśleć jak jest w pozostałych miastach Podbeskidzia skoro w stolicy jest taki syf. Tak się zazwyczaj myśli prawda?
Ogólnie pasażer który korzysta z usług dworca autobusowego traktowany jest jak frajer i bydlak. Najciekawsze i najgorsze jest to, że wszyscy się do tego przyzwyczaili i nikt nie ma zamiaru nic z tym zrobić. Warunki żywieniowe godne chlewu, chociaż nawet świnia może sobie usiąść kiedy je. A my kupujemy, jemy na stojąco albo w najlepszym wypadku siadamy na tych ławkach, które niedługo stracą wszystkie deski. Nie wiem jak można się godzić na takie warunki. Poziom lokali usługowych (poza kioskiem)...powiem, krótko, że widziałem podobne w Maroku, ale nie w popularnym Marrakeshu tylko w Tazie i Meknes. Znajomy mówił, że był na podobnym dworcu jak ten w Bielsku w 2008 w Serbii. A to o czymś świadczy.

Pieniędzy nie ma, co? A może dworzec za duży i dlatego ciężko go utrzymać?


Obszar jaki zajmuje dworzec autobusowy w Bielsku jest niemal zblizony do rozmiaru dworca autobusowego w centrum Londynu (tam ma 13,000 m2 łącznie z lokalami użytkowymi, biurami rozmieszczonych na piętrach budynku, są chyba 4 piętra, ale płyta postojowa jest identycznych rozmiarów) Dane o odprawianych pasażerach? O dworcu w Bielsku nic się nie dowiemy poza adresem, reszta pewnie jest tajna, ale londyński odprawia 10 milonów pasażerów rocznie. To pokazuje niewykorzystany potencjał i bzdurę utrzymywania takiego olbrzymiego obszaru w celu obsługi pasażerów powiatu i studentów jadących do Krakowa. Tutaj pojawia się ta kwestia wykorzystania przestrzeni i kosztów jakie trzeba ponosić na opłaty i konserwację. Są pasażerowie, są pieniądze z reklamy, można utrzymać dworzec. Mało pasażerów, mały dworzec, mniejsze koszty utrzymania, mniejsze wpływy z reklamy. U nas jest duży dworzec, mało pasażerów, wpływy z prymitywnej reklamy też pewnie są prymitywne.

Problem dotyczy także kolei. Niewtajemniczony turysta, który przyjeżdża do Bielska i dane jest mu zobaczyć infrastrukturę i potencjał stacji kolejowej Bielsko-Biała Główna, gotów pomyśleć, że to największa stacja kolejowa w regionie, odprawiająca miliony pasażerów dziennie. 4 perony, dodatkowe tory przelotowe, bocznice kolejowe, przejście podziemne z wyjściem na peron, kładka nad torami oraz inne rzeczy, które widać z kładki pieszej nad dworcem mogą zmylić. Nie będę tłumaczył dlaczego miałby tak pomyśleć, przytoczę jednak kilka przykładów z największej europejskiej metropolii, opiszę jak wyglądają tam stacje i ile pasażerów odprawiają. Sami wyciągniecie wnioski. Chodzi mi o to, że w Bielsku nie jest potrzebna tak duża stacja. Wystarczyłby jeden, sprawny peron.


Stacja Clapham Junction (najbardziej zatłoczona w Anglii) - 2000 pociągów dziennie, w godzinach szczytu - 180 pociągów na godzinę. 20 peronów przerabia 20 milionów pasażerów rocznie. Wychodzi po milionie na peron.


Stacja Shepherd's Bush - Londyn. Dwa tory w w dwóch kierunkach świata. Stacja odprawiła w 2009 roku 18 mln pasażerów, w 2008 - 20 mln pasażerów.


O przepustowości dworca w Bielsku niestety niczego się nie dowiemy. Stacja nie ma nawet swojej strony internetowej. Skąd reklamodawcy i sponsorzy mają wiedzieć czy warto inwestować?

Po tych przykładach widać, jak wielką bzdurą i rozrzutnością ze strony PKP jest utrzymywanie stacji w takiej formie jaka jest. Przepustowość i pełną efektywność stacji zapeniłby jeden peron. Poza tym tory i stacja zajmują atrakcyjne działki w centrum miasta i dzieli go na pół. Aha. Dane mam z wikipedii, po wpisaniu nazwy stacji w wyszukiwarce, wejdźcie w link na wikipedie.

W ogóle zadziwiające jest to, że takie dane w przypadku zagranicznych dworców można odczytać, a w Polskich się nie da. To już inna interesująca sprawa. W przypadku Anglii możemy wejść sobie na stronę http://www.rail-reg.gov.uk/server/show/nav.1529 i poczytać o obłożeniu poszczególnych stacji. Ciekawe jak oni to robią nie? W dodatku się to opłaca i na tym zarabiają. U nas się pewnie nie da, ale szczerze powiem nie wiem czy jest coś takiego, lepiej nie patrze bo nie znajdę i się zdenerwuję.


Skoro dworce są za duże, to nie ma się co dziwić, że nie potrafą zarobić na swoje utrzymanie, nie stać na łatanie dziur i ułożenie kostki na peronach, czy przykrycie ich choćby wiatą. Nikt z nas nie postawi sobie domu, który ma 500 metrów kwadratowych i będzie tam mieszkał sam z psem, bo nie będzie go po prostu stać na utrzymanie. (chyba, że ktoś jest bogaty, ale miasto mimo, że bogate musi być racjonalne)
Dość narzekania, jak jest każdy widzi, że się nie da, też każdy widzi, że inni potrafią, robią i się opłaca...też każdy widzi. Przydałoby się jakoś namówić odpowiedzialnych do pracy.


Marzenia - czyli moje propozycje


Dworzec autobusowy powinien być trzy poziomowy (poziom postoju i serwisu autobusów, poziom obługi pasażera, parking) + budynek obsługi. To wszystko powinno znajdować się nad peronem pierwszym i drugim stacji kolejowej. Budynek dworca autobusowego i kolejowy powinny być scalone i zintegrowane (konieczne podniesienie dworca PKP o jedno lub dwa piętra). Tory kolejowe od dworca do wiaduktu przy ulicy Wałowej przykryte. Na górze powinny jeździć autobusy miejskie wysadzające pasażerów na przystanku zlokalizowanym na poziomie obługi pasażerów dworca autobusowego. Dojazd do dworca także od północy do przyszłej ulicy Nowopiekarskiej. Przykrycie torów od Hotelu Prezydent do wiaduktu przy Wałowej przybrać powinny formę szerokiej, wygodnej wręcz placowej alei. Pieniądze na inwestycje pochodziłyby ze sprzedaży atrakcyjnej działki po dworcu PKS, po sprzedaży działek po niewykorzystanych torach PKP, pewnie UE by się dołożyła, bo ona na transport, zwłaszcza publiczny i zintegrowany daje pieniądze. Jacyś sponsorzy też by się znaleźli. Tylko wszystkie podmioty zainteresowane musiałby się dogadać. Jedna sprawa byłaby załatwiona.

2012-02-08 | Dodaj komentarz
houdini
2012-02-09 11:01:30
No sorry, czytam i czytam i tak sobie myślę: czy to ktos poważny pisze czy może jaja sobie robi? A może to powieść science-fiction w odcinkach? Rozumiem że potrzebna jest dyskusja i chętnie bym w niej wziął udział, ale jak dyskutować z kimś, kto proponuje wyburzenie pół miasta, odłączenie przedmieść i dobudowanie dwóch pięter na zabytkowym dworcu? Ciekawy pomysł spalony przez nadmiar hucpy czy też niedobór wiedzy o rzeczywistości. Chyba że ta dyskusja z założenia ma być tak oderwana od rzeczywistości? Tylko po co wtedy ją toczyć? Dla sportu?
nosorozec
2012-02-09 12:07:33
Wizja z rozmachem ale diabeł tkwi w szczegółach. Np. podniesienie o 2 piętra obecnego budynku dworca kolejowego to by jednak była Wielka Sraczka :).
adambb
2012-02-09 21:27:14
Drodzy komentatorzy. NIE MAM NIC PRZECIWKO wchłanianiu przez miasto kolejnych dzielnic. Wręcz przeciwnie namawiam do tego. Pisałem tylko o tym, żeby robić to z głową i koncepcją. Nie chce niczego odłączać z Bielska. Prosze czytać moje teksty ze zrozumieniem i wyciągać wnioski z całego, nie tylko z wycinków. Specjalnie nazwałem podrozdział "Marzenia ...itd" bo są to moje osobiste przemyślenia. W pierwszym poście pisałem też, że czasami niektóre rzeczy będę wygłaszał prowokacyjnie itp. myślę, że pojawiło się tutaj między nami drobne nieporozumienie, które postaram się wyjaśnić.
ss
2012-02-09 23:59:30
Ciekawa koncepcja, troche nierealna niestety... fajna rzecz jasna poza tym powiekszaniem dworca pkp o dwa pietra ;D ale plan postawienia pks na porosnietych trawa torach jest na prawde idealny, jeszcze blizej centrum miasta dworzec, a i troche by ożywiło ten dworzec pkp który wiecznie stoi pusty bo z rzadka kiedy pojedzie pociag. Myślano kiedys o przeprowadzce pks na stara giełde, wiec byly plany jego przenosin.
bachus6
2012-02-14 13:07:50
Artykuł wizjonerski tyle że brak w nim odniesienia do mechanizmów jakie funkcjonują/powinny funkcjonować w gospodarce. Kto jest właścicielem działki gdzie leży dworzec oczywiscie PKS, to dlaczego więc po sprzedaży tej działki miałby przeznaczyć te pieniądze na plac nad torami? Przecież budowa 3 poziomowego dworca PKS i to jeszcze nad torami to inwestycja rzędu dziesiątek milionów. Już nie wspomnę o warunkach ppoż. jeśli na najniższej kondygnacji miała być stacja obsługi autobusów to na prawdę nie jest "bułka z masłem". Może po prostu na nowo zagospodarować to co jest, wybudować nowy dworzec. Zachęcam do działania w myśl hasła "myśl globalnie działaj lokalnie" spróbuj zrobić plac zabaw na osiedlu (nam to zajęło 8 miesięcy a i tak efekt jest daleki i zakładanego) a zo baczysz że dystans do rzeczy ok tórych mówisz to lata świetlne. Powodzenia.
adambb
2012-02-14 15:08:50
dzięki za słuszną uwagę. Przyjmuję do wiadomości, kolejne posty na pewno będą zawierały już technologię wykonania i starania o wyjaśnienie struktur własności i mechanizmów. Uznawałem to do tej pory jako mniej istotne dla ogólnej koncepcji. Tak na marginesie od tego mamy rozbudowaną administrację, setki doradców i "ekspertów" zeby zajmowali się znoszeniem barier, podziałów i dogadywaniem się. Od tego są. A my jesteśmy od tego żeby ich kontrolować, popędzać i wyznaczać cele, wizje, by nie tkwić w martwym punkcie. Bo to my jesteśmy mieszkańcami tego miasta
Komentarzy (4)

Rozlazłe miasto

  

Pieniądze ładnie wyglądają na kupce, książki poukładane na półce, a koszule wiszące na wieszaku w jednej cześci szafy. W tych sytuacjach łatwo możemy policzyć ile mamy pieniędzy, możemy szybko znaleźć książkę i odpowiednio i szybko dobrać koszule.


To samo dotyczy funkcjonowania miasta. Obiekty zadaniowe, które mają spełniać określone funkcje najczęściej łączone są w strefy/dzielnice, czy wręcz okręgi. Jeśli miasto jest na tyle rozległe, dzieli się go na dzielnice by łatwiej było nim administrować. W tych dzielnicach tworzy się placówki zamiejscowe obiektów zadaniowych by administracja, szkolnictwo, handel i inne sektory życia były bliżej mieszkańców i mogły sprawniej działać, nie zmuszając przy tym mieszkańców do zwiększania kosztów transportu pomiędzy punktem A i B, a także ruchu samochodów i komunikacji miejskiej. Obiektów specjalnych, którymi czasami są licea, czasami sądy rejonowe, a czasami urzędy miejskie ze względu na koszty potrzebne do ich utrzymania, potrzebę zgormadzenia dobrej jakości ludzi i dbanie o małe rozdrobnienie w celu utrzymania dobrej jakości, lokuje się w najbardziej logicznym do tego miejscu w mieście, bądź obszarze zamieszkania czyli w centrum. Są to obiekty, które ze względu na swoją rangę i funkcję gromadzą więcej ludzi i generują większy ruch. Lokuje się je w centrum, a to dlatego, że to tamtędy przejeżdza najwięcej linii tramwajowych, autobusowych, jeździ metro, znajduje się tam dworzec autobusowy, kolejowy i tak dalej. Jest tam najwięcej kawiarni, kin, sal konferencyjnych czy nawet publicznych toalet. Jednym słowem - wszystko co potrzeba do obsługi ruchu generowanego przez obiekty specjalne i np. atrakcje turystyczne.

Potrzeby pozostałych części miasta zasilane są z lokalnych źródeł: przedszkoli i podstawówek dbających o rozwój społeczności lokalnych, tworzenie tożsamości kulturowej, małych sklepów, dyskontów, domów kultury prezentujących lokalnych artystów czy szkolące lokalne dzieciaki w grze na pianinie. Gdy komuś idzie lepiej występuje w domu kultury w centrum kultury. Dlaczego? Bo tam jest najwięcej ludzi, gotowych choćby spontanicznie (spontaniczność rodzi się najczęściej w tłumie) kupić bilet na występ nikomu nieznanego artysty z Jasienicy. Ktoś chce się uczyć, jechać do specjalistycznego sklepu, czy też rozerwać się w teatrze czy na kręgielni także jedzie do centrum. Logiczne i banalne, niczego szczególnego się ode mnie nie dowiedzieliście. Schemat rozwoju miasta i schemat działania i funkcjonowania modelowego miasta. Wszyscy zadowoleni, artysta z Jasienicy się rozwinął, wielu ludzi poszło na jego występ, on zarobił a wielu ludzi zaznajomiło się z..... kulturą lokalną Jasienicy. Banał.


W Stanach Zjednoczonych, jeśli pochodzi się z małej miejscowości pod Dallas i chce się występować przed największą publicznością w Nowym Jorku trzeba najpierw wystąpić w miejscowej „remizie", potem w samym Dallas, potem być może na konkursie stanowym i potem w eliminacjach w Nowym Jorku. To samo dotyczy wykształcenia, dostępu do aministracji i rozrywki.
Lokalny artysta, zachwycający publiczność w londyńskim Hampsted, na pewno będzie wychwycony przez mecenasa rodem z londyńskiego West Endu. Dlaczego by nie?


Bielsko - Biała jest jednak miastem wyjątkowym. Bo to tak naprawdę dwa miasta, z przyłączonymi do nich w latach 70 XX wieku dzielnicami ościennymi, które niewiele ma wspólnego z powyższym modelem.
Brak tutaj budowania rangi instytucji kulturalnych, urzędów, usług. Samo zagospodarowanie przestrzenne miasta przerosło już plany samego Maxa Fabianiego, który w największych snach nie zakładał że w Bielsku będzie mieszkać niemal dwieście tysięcy obywateli porozrzucanych po kiepsko zaplanowanych, oderwanych od jakiekokolwiek logicznego układu osiedli.


Max Fabiani jako centralny punkt miata Bielsko, jeszcze wtedy bez biednej Białej, obrał dzisiejszy plac Bolesława Chrobrego. Tam też w miejscu dzisiejszego budynku pomarańczowego banku miał stanąć wyjątkowy ratusz. Układ ulic miał rozchodzić się od planu promieniście. Tak jak dzisiaj to widać po ulicach Mickiewicza i Krasińskiego. Na zachód od Mickiewicza miały przeważać wille fabrykantów oraz gmachy szkół i instytucji. Tak jak to ciągle dzisiaj widać, i tak dalej i tak dalej, aż do boomu na osiedla z wielkiej płyty.
Ale dobrze, jest jak jest, warto by to opisać, być może ktoś w końcu „weźmie i to przemyśli".


Bielsko swoje naturalne centum miasta ma wokoło Placu Chrobrego na którym miał znajdować się nowy ratusz, zaczynając od Hotelu Prezydent do Teatru włączając w to rynek Starego Miasta.


Biała, swoje naturalne centrum wynikające z układu przestrzennego ma wokół Placu Wojska Polskiego, gdzie kiedyś stał także ratusz Białej i tam kręciło się życie. Potem dobudowano jeszcze plac Wolności i ulica 11-go Listopada pełniła funkcję identyczną jak 3-go Maja w Bielsku.


Czasami się zastanawiam, czy nie byłoby lepiej gdyby miasta były osobnymi organizmami, bo w dzisiejszych czasach nie jest nam dane spotkać drugiego Maxa Fabianiego, który by to wszystko w jedna całość skompletował jak te pieniądze na kupce i książki na półce. Nie ma człowieka z WIZJĄ i IDEĄ, jest za to sztab myślicieli z tzw. wyższym wykształceniem po polskiej uczelni wartym tyle co układ urbanizacyjny dobudowany do starej części Bielska.


Czy może jest tak, jak z tym wychowaniem estatycznym? Włoch „wziął i zaprojektował", ładnie mu wyszło i układ mimo kilku wieków ciągle funkcjonuje. Austriak „wziął i zaprojektował" do tego kamienice i wygląda jeszcze lepiej. Stoi do dzisiaj i działa do dzisiaj.
Polak „wziął i zbudował" osiedla, i okazuje się, że po upływie 30 lat nie ma miejsc parkingowych, są problemy z przedszkolami, bezpieczeństwem, zapewnieniem podstawowych usług i jest ogólny syf, brud i nie wiadomo jak, tak naprawdę te bloki będą wyglądać za 10 lat. To że nie zwracaliśmy na to uwagi to fakt, to że ciągle nam to nie przeszkadza to też fakt. Uwielbiamy torturować nasze oczy nowymi barwami osiedla Karpackiego. A to żółty, fioletowy, pomarańczowy. Nowoczesne barwy pasują do blokowisk jak świni dzwonek. Kolejny raz trzeba sobie zadać pytanie, kto jest za to odpowiedzialny? Czy człowiek tego nie widzi? Miekszańcy też tego nie widzą? Czy jesteśmy na tyle upośledzeni estetycznie, że nie ma wśród nas choćby kogoś takiego jak ten Włoch, który kiedyś na szczęście mieszkał w Bielsku? To tak na marginesie do dyskusji o wychowaniu estetycznym.

Wszystkie problemy naszego miasta zaczęły się wtedy gdy przyszedł Polak, który w nosie ma estetykę i kompozycję, "wziął i zaczął budować miasto"
Kontynuując wątek układu urbanistycznego.


Wiemy już gdzie jest centrum Bielska i Białej. Gdzie jest zatem centrum Bielska - Białej? I co oznacza przyłączenie Mazańcowic i Hałcnowa do Bielska? Rozumiem, że aby spełnić wymagania miasta wojewódzkiego, otrzymać generała do komendy wojewódzkiej policji musieliśmy spełniać pewne kryteria ludnościowe. Włączaliśmy co się dało, nie zważając na tożsamość Hałcnowa czy Mazańcowić, a tym bardziej na tożsamość miasta. Bo przecież jeśli chcielibyśmy się trzymać przytoczonego przeze mnie modelu miasta, musielibyśmy uznać Mazańcowice i Hałcnów jako dzielnice domków jednorodzinnych z usługami o zasięgu lokalnym. A może mieszkańcy wcale nie chcą by miejscowość ich dziadków i pradziadków była nazywana sypialnią przemysłowego potwora który bezmyślnie zżera wszystko dookoła. Jeszcze żeby jakiś plan temu przyświecał, a tu ani planu, ani koncepcji, hura do przodu. Ale my, jako ludzie na takie rzeczy obojętni nie braliśmy pod uwagę, ani pradziadka, ani dziadka ani tym bardziej siebie bo „jakoś to będzie" w tym mieście. I tak oto mamy, dwa miasta, które ledwo zdążyły się scalić i dołączone do niego miejscowości o bliżej nieokreślonej tożsamości i planie zagospodarowania. Jak to połączyć?


Gdzie wznieść te obiekty specjalne? Gdzie najlepiej ulokować dworzec autobusowy, który swoją drogą ma tragiczną lokalizację. Czy może te hektary nieużytków przykrytych torami kolejowymi stacji PKP Bielsko-Biała Główna powinno się zagospodarować? O ile wiem PKP używa tylko torów przy peronach reszta „se zarasta".
Gdzie ulokować uczelnie wyższą, żeby dojazd do niej był najlepszy dla wszystkich mieszkańców miasta? Żeby nie trzeba było wydawać pieniędzy na transport publiczny, a mieszkańcy nie musieli tak często korzystać z samochodu? Myślę, że idealnie będzie pod lasem, koło jednostki wojskowej, tam gdzie jeżdżą 3 linie autobusowe, a studenci mogą w każdej wolnej chwili wyskoczyć na miasto coś zjeść, wypić i dać zarobić lokalom usługowym. Ideał. Idąc za ciosem, dworzec autobusowy powinniśmy zbudować obok Castoramy, a Ratusz najlepiej obok stawów w Komorowicach. Przecież jeździ tam linia nr 3.


Brak planu, koncepcji i przede wszystkim pomysłu na to jak zorganizować to, nie da się ukryć, trudne do ogarnięcia miasto.
Nie mamy Sali koncertowej, w której chciałoby występować dziecko uczące się w lokalnym centrum kultury, nie ma porządnego dworca autobusowego i kolejowego. O dworcach osobny wpis będzie już niedługo. Sala koncertowa powstanie pewnie gdzieś w Aleksandrowicach, żeby wszyscy mogli do niej dotrzeć. Na szczęście stadion piłkarski (właściwie potrzebny tylko garstce kibiców) pozostał blisko centrum.


Bez planu i ładu nasze miasto pójdzie w złym kierunku. Potrzeba jest wizja i plan. To co funkcjonuje pod nazwą plan zagospodarowania przestrzennego to tylko próba opisania tego co jest i uzupełnienie tego protezami.Potrzebne są wyburzenia w centrum miasta i wielkie inwestycje w gospodarkę przestrzenną. Potem przyjdzie czas na drogi, które to wszystko ładnie i prosto połączą. Trzeba wyburzyć obiekty po Lenko, okolice ulicy Podwale, ulicę Stojałowkiego i okolicę, ulicę Sobieskiego i Cieszyńską na odcinkach od Prokuratury w górę. Domy które tam stoją nie dość, że nie spełniają żadnych europejskich standardów mieszkania to są zabytkami wątpliwej jakości. Sektor Piekarska, Piłsudskiego, Warszawska, Wyzwolenia to przyszłość, jeśli zostanie zaorana i sprzedana i zaprojektowana z wizją. Bielsko potrzebuje modernizacji bo nie wiadomo gdzie jest jego centrum. W Sferze? Koło PKP? Gdzieś pod Szyndzielnią? A może koło Ratusza bo tam się idzie po dowód osobisty? Nie wiem. Najbardziej cierpi na tym rynek Starego Miasta, który został na uboczu, bo nie da się tam dojechać autobusem, tramwajem czy też zaparkować.

Budujmy hierarchię i prestiż obiektów specjalnych.

Podobny problem mają amerykanie kiedy prezydent Obama prosi o numer telefonu do Europy. Właściwie nie wiadomo do kogo ma zadzwonić.
Gdzie to centrum?

2012-02-07 | Dodaj komentarz
jolly_bb
2012-02-08 12:27:34
Drogi Autorze, artykuł celny, ale częśćiowo tylko i wyłącznie teoretycznie. O ile zgadzam się w pełni z przedstawionym rozumowaniem dotyczącym lokalizacji usług dla ludności, rozumiem (choć z ciężkim sercem mi to przychodzi) peany na cześć odrębności Hałcnowa etc. to jednak nie można zapominać, że w czasach kiedy Austriacy wybudowali nam nasze centrum, Bielsko-Biała było tak prężnym ośrodkiem, że właściwie gdyby tylko nie czasy wojen światowych, wybudowalibyśmy w BB co byśmy tylko chcieli. Obecnie jednak, po sporym 'kopie', który miasto dostało w latach 70-tych (FSM, województwo) coraz ciężej jest konkurować naszemu Miastu z innymi miastami. Pisząc konkurować, mam na myśli to, gdzie ludzie chcą i będą mieszkać. Czy u nas, czy też gdzie indziej (w Krakowie, Gliwicach, Wrocławiu etc.). Tu trzeba sobie zadać pytanie, co jest celem istnienia miasta. Moim zdaniem celem istnienia miasta nie jest (podobnie jak celem istnienia państwa nie jest) "zrobienie dobrze" mieszkańcom. Gdybyśmy mieli zrobić "dobrze" mieszkańcom, należałoby cały miejski budżet przeznaczyć na dopłaty do emigracji, po roku miasto pozamykać a ludzie, którzy wyemigrowaliby cieszyliby się z nowego życia w Warszawie czy innym Londynie. Ale nie o to chodzi. Miasto jest od tego, że rosnąć, być bardziej ludne, bardziej zurbanizowane, mocniejsze gospodarczo, naukowo etc. Żeby jego "ważność" w skali kraju rosła szybciej niż innych miast. Trzymając się tego założenia i pamiętając, że od upadku województwa jest coraz trudniej chcę zwrócić uwagę na kilka problemów. Np. mają zlikwidować Sąd Okręgowy - i tu nie chodzi mi o to, czy należy urzędników zwalniać czy zatrudniać (w skali kraju), ale o prosty fakt, że jest to instytucja utrzymywana centralnie, nie samorządowo, zatrudniająca 200 osób czyli dająca byt około 600-800 osobom w sumie, bo większość ma rodziny. Co się stanie z tymi 600-800 osobami, jeśli sąd zniknie - wyemigrują zapewne do Katowic, przynajmniej częściowo. Innym przykładem jest fakt, że BB coraz bardziej traci i traci jako ośrodek regionalny. FIAT Auto Poland wypadł z pierwszej trójki największych firm w kraju. Nowe inwestycje o charakterze usługowym lokują sie gdzie indziej (Katowice, Gliwice, nie wspominam o większych miastach). Czyil z miasta wojewódzkiego, bogatego (lokującego się bodajże w pierwszej 10 miast Polski!) z masą ludzi pracujących w urzędach centralnym (rządowych, nie samorządowych), korzystających z usług w BB zostało stosunkowo niewiele. I zabierają nam coraz więcej, centralizując wszystko gdzie indziej. To zabierze i ludność. Mniej ludności to mniej usług, mniej ciekawy rynek pracy i jeszcze mniej ludności, ergo mniej usług. I tak w koło. Obecnie BB trudno umieścić obiektywnie w pierwszej 10 miast w Polsce. Daliśmy się wyprzedzić choćby Gliwicom, choć wcale nie musieliśmy. Nie musieliśmy oddawać pola dużo biedniejszej Bydgoszczy, Toruniowi, Białemustokowi czy Szczecionowi. Ale te miasta bogacą się szybciej od nas. Także dzięki temu, że centralizuje sie tam urzędy a od nas one wychodzą. Mamy pod górkę. Teraz kilka słów o tym, jak lokuje się duże inwestycję. Wykonuje sie analizy kosztowe, analizy dotyczące dostępu do infrastruktury etc. Ale także analizuje się, czy w mieście jest przedszkole/szkoła międzynarodowa. Czy w mieście jest wystarczająca liczba studentów (a także z podziałem na kierunki). Czy w mieście jest dostęp do lotniska. Ilu jest mieszkańców w takim mieście i jaki jest koszt pracy (oczywiście najlepiej wielu mieszkańców i niski koszt). Ile jest dziennie bezpośrednich połączeń kolejowych z Warszawą etc. A na tych polach przegrywamy. Nawet PKP przestało nazywać jeżdżące do BB pociągi Intercity - teraz to zwykłe ekspresy. Zdecydowanie najlepiej dla MIASTA byłoby, gdyby podłączyć jeszcze Bystrą, Kozy, Wilkowice i Jaworze. I to niezależnie od chciejstwa czy niechciejstwa mieszkańców. Miasto nie jest od tego, żeby w pełni spełniać zachcianki ludzi, ale żeby było silne - tak jak państwo. W każdych statystykach wypadlibyśmy lepiej. Lepiej niż Rzeszów, który przez aneksję bardzo się ostatnio rozrósł i już jest większy niż BB. Także Olsztyn już jest większy. A co dopiero mówić o konkurencji z Toruniem czy Szczecinem, która jeszcze 15 lat temu była całkiem możliwa! Nie mamy lotniska. Są protesty by wybudować choćby betonowy pas w Aleksandrowicach. Lotnisko w Kaniowie z 700 metrów pasa ma użyteczności tylko 440m z powodu wad projektu. A wystarczyłoby żeby powiaty zrzuciły się na 100-150 mln złotych (w porównaniu do kosztu hali pod Dębowcem czy stadionu to niewiele) i zrobiły małe choćby lotnisko z lotami do Warszawy, Wiednia i Pragi bądź Monachium. Nie po to, żeby konkurować z Pyrzowicami czy Balicami, ale żeby inwestycji nie tracić. Bo niestety decyzje o inwestycjach podejmuje sie w oparciu o pewne 'durne' wskaźniki, jak np. posiadanie lotniska. Albo w oparciu o ilość szkół wyższych. I nikt nie pyta jakiej jakości to są szkoły. ATH powinno dostać solidne wsparcie, żeby zostać uniwersytetem jak najszybciej i to jak największym. Kolegium nauczycielskie powinno się wcielić do ATH. Miasto nie ma tu za wiele do powiedzenia, ale coś jednak zrobić może. Pozytywny jest fakt, że całym naszym subregionie przyrost naturalny jest dodatni i saldo migracji nie jest tragiczne dzięki temu. Ale w tym momencie jesteśmy tylko eksporterem siły roboczej dla Krakowa, Katowic, Wrocławia i Warszawy. Ile osób z Twojej klasy z liceum żyje teraz w BB? Z mojej niewiele niestety. Mnie samemu tylko cudem udało się wrócić do BB. Jest co prawda wielu ludzi pracujących w Katowicach, którzy chętnie by w BB zamieszkali i dojeżdżali do pracy, ale jak mają dojeżdżać jak droga coraz gorsza a nowe pociągi jeżdżą do Gliwic, Częstochowy ale nie do BB! Kiedyś do Katowic jechało się 35 minut. Teraz ponad godzinę. A właśnie jedna godzina jest taką granicą czasu dojazdu, który człowiek może średnio znieść. Miała byc S1 do Mysłowic. Gdzie lobbing w tej sprawie? Droga na po 2018? To prawda, inne drogi miały jeszcze mniej szczęścia, ale niektóre jednak są budowane, jak np. S8! A co do BDI to sprawa jest jeszcze gorsza. Generalnie schemat przedstawiony przez Ciebie na przykładzie udziału w konkursie piosenki w Dallas jest trafiony. W przypadku BB powinien wyglądać tak: ktoś z Milówki startuje tam, potem w Żywcu, potem w BB, potem dalej w świat. Obecnie jest tak: Milówka, Żywiec - Kraków/Warszawa/Katowice - dalej w świat. To trzeba zmienić! Było już dobrze, ale się zepsuło. Rozpisałem się, więc podsumuję: -w samym mieście faktycznie brakuje ładu. Ulice są niedokończone. Kasa szła w inwestycje drogowe a nie w upiększanie (ale uważam, że teraz powinno się do zmienić, kiedy obwodnica gotowa). -przekleństwem BB są dwa centra. Ale to coraz bardziej przeszłość. Centrum 'Białej' jest coraz mniej ważne. Teraz centrum to Rynek--Pl. Chrobrego-Pl. Smolki-Cechowa-Barlickiego-Sfera. Biała jest poza tym centrum. -miasto powinno zrobić wszystko, by ilość mieszkańców rosła (z przyczyn inwestycyjnych, o których wspomniałem). Odnosi sie to także do obszaru miasta (także z przyczyn inwestycyjnych) -należałoby wzmonić miejskie inwestycje w centrum - uzupełnić budynkami niedokończone ulice, połatać dziury. Jak miasta nie stać, niech wspiera prywatne inwestycje jak może -jak najszybciej rozwijać ATH. Pomijam "jakość" uczelni (z której wszyscy się śmieją, z przyczyn nie do końca dla mnie jasnych. Sam studiowałem w Krakowie i Warszawie ale nigdy nie mówiłem złego słowa o ATH) ale chodzi o cele inwestycyjne. -wystarać się jednak o rozbudowę lotniska w Kaniowie i zrobić z tego taki mini port lotniczy. Żeby był (z przyczyn jak wyżej). -Lobbować, mocno, za drogami, koleją. Nie dopuszczać do odbierania Intercity, planów budowy dróg, zabierania urzędów (miejsc pracy ludzi, którzy później korzystają z usług miasta, a są opłacani centralnie!). Krzyczeć, PR-ować i lobbować i ile się da. Wepchnąć medialnie miasto do pierwszej 10-tki miast w Polsce. Generalnie przedstawione przez Ciebie w artykule problemy i ich przyczyny są urbanistycznie słuszne, ale ich rozwiązanie nie powstrzyma utraty pozycji przez BB. Chyba że godzimy się na stopniowy spadek liczby ludności, zamkniemy się w granicach miasta bez dzielnic ościennych i będziemy już zawsze eksporterem siły roboczej. A ludzie spod Żywca i Cieszyna miast przenosić się do BB będą od razu wybierać Kraków i Warszawę (vide przykład z konkursem piosenki w Dallas i moje przeniesienie go na grunt BB pod koniec tekstu, wyżej). Pozdrawiam!
adambb
2012-02-08 17:41:48
dzięki za świetny komentarz, który jest prawie dłuższy od mojego wpisu. Ale ciesze się, że można sobie podyskutować. Liczę, że stale będziesz wpadał. Dzięki
adambb
2012-02-08 17:57:39
chciałbym też jeszcze zaznaczyć że nie jestem przeciwny aneksji ościennych obszarów. Chciałbym jednak, żeby było to robione z głową.
_bb_
2012-02-21 19:16:02
@jolly_bb Mnie nic innego nie pozostaje jak tylko podpisać się pod komentarzem użytkownika. Co do rozbudowy lotniska w Kaniowie to powinien to być priorytet całego regionu Podbeskidzia. Port lotniczy to już nie tylko prestiż, ale niemalże konieczność. Dla przykładu: obecnie Boeing jest w trakcie poszukiwania lokalizacji pod swoją przyszłą fabrykę. Brane są pod uwagę: Gdańsk, Rzeszów i Bielsko-Biała. Dlaczego B-B nie ma szans? Dlatego, że nie ma lotniska. Wyprodukowane części najczęściej transportuje się drogą lotniczą. Czyli - niestety - potencjalnie atrakcyjne miejsca pracy powstaną najprawdopodobniej poza B-B. Co do jakości kształcenia na ATH - ja z kolei oprócz studiowania na ATH również kształciłem się na Politechnice Śląskiej. Na ATH wymagania były znacznie wyżej postawione, tak że również nic złego nie mogę powiedzieć o tej uczelni. Jeszcze raz - w 100% podpisuję pod komentarzem.

KRYZYSOWA ESTETYKA czyli architektura w Małej Sraczce

Na początek pytanie. Kto jest odpowiedzialny za napędzanie machiny produkującej prowincjonalne potworki nie mające nic wspólnego z kontynuacją tradycji czy też uzupełnianiem naszej bogatej bielskiej architektury? Czym są nowe budowle na tle już istniejacych? Czy to jeszcze architektura czy już raczej tanie i estetycznie zdegradowane obiekty służące tylko zaspokajaniu konkretnej potrzeby? Myślę, że trzeba także zapytac „Co jest tego powodem bylejakości architektonicznej w Bielsku?".


Dla wtajemniczonych Mały Wiedeń. Znani włoscy i austryjaccy architekci, polscy architekci kształceni na zagranicznych uniwersytetach. Ich owoce można dostrzec niemal pod każdym numerem, każdej ulicy. Te bardziej wyniosłe, bogatsze w Bielsku, te mniejsze, skromniejsze, lecz nie mniej urokliwe w Białej. Ale to po zaborcach odziedziczyliśmy nasze największe, najwspanialsze i najbardziej charakterystyczne budowle przy których warto się zatrzymać i pochylić się nad kunsztem i ogromną pracą jaka została w nie włożona . Za „panowania" Austrii, Bielsko zaskiwało swój urok, wielkomiejski charakter oraz wizerunek, który utrzymał się niezmiennie do dziś.


Jako socjolog z wykształcenia, projektant ogrodów z zawodu i miłośnik architektury z racji hobby nie mogłem zostać obojętny na to co wyprawia się dziś na bielskich ulicach i postanowiłem zapoczątkować cykl niewielkich artykułów z nadzieją, że może coś uda mi się zmienić. Pewnego dnia zadałem sobie pytanie „Czy jest w ogóle w nas jakieś poczucie estetyki?" Rozmawiając z ludźmi z branży usłyszałem szybko i twardo że „NIE".


Czy powinniśmy budować z ponadczasowo i estetycznie? „Przecież to jest drogie, pracochłonne", „wszystko fajne ale i tak nie zwraca się na to uwagi", „trzeba zapewnić ludziom standard życiowy i nie przejmować się jakimiś gzymsikami", czy też nieśmiertelne „o gustach się nie dyskutuje".

To można usłyszeć na ulicy zadając to pytanie. Weźmy zatem kilka przykładów z życia.


Budujemy się. Czy w takim razie przeglądając katalogi z projektami obiektów jednorodzinnych potrafimy wskazać różnicę między poszczególnymi projektami? Nie ważne jakiej wielkości jest to budynek.
Oczywiście, że nie, bo większość to ten sam projekt, tylko, że w różnych wariantach, zmieniający się oczywiście wg „indywidualnych potrzeb klienta" A to większe okno, a to większy taras itp. Przecież indywidualizm jest u nas tak istotny, że możemy wbrać, czy te nieodłączne, dwie soplicowskie kolumienki będą przy wejściu głównym, czy może raczej przy wyjściu na ogród. Czy cegła klinkierowa będzie żółta czy może czerwona, a taraz ułożony w karo czy też prostokąty. Kropka. Koniec indywidualizmu. Czy lokowanie z uporem maniaka balkonu na zachodniej ścianie budynku podczas gdy dom otacza ogród ma ciągle sens?


Teraz moja branża. Weźmy projekt ogrodu. Na początku najśmieszniejsza kwestia czyli „a co to za sztuka zaprojektować kilka kwiatków, trawnik i altane, jeszcze chcieć za to pieniądze". Podczas gdy ogród to instalacje podziemne, naziemne, konstrukcje stałe, cieki wodne, zbiorniki wodne, a przede wszystkim pomysł i kompozycja, to większość z nas postrzega ogród jako miejsce gdzie sadzi się kwiatki, rośnie mniej więcej zielona, nierówna trawa i oczywiście stoi w nim altana - czworobok z trejażami i czterospadowym dachem. Altana rodem z marketu budowlanego. Wzdłuż płotu rosną żywotniki, przepraszam - iglaki, a przed domem świerk bądź jodła szerzej znana jako „choinka". Poza tym ogród każdego z nas to ogród botaniczny, w którym możemy znaleźć dziesiątki roślin z różnych gatunków w różnych odmianach. Kompozycja nie ma znaczenia, dobór gatunkowy także. Nie wspominam o krasnalach, klaustrofobicznych oczkach wodnych w kształcie nereczki itp. Kto by pomyślał o tym, że altana może być wykonana wg indywidualnego projektu (4 na 4 klientów w tym roku było zaskoczona taką alternatywą, wszyscy zgodzili się na indw. projekt bez wahania) , materiał na ścieżki sprowadzony z Kanady lub Indii (często wychodzi taniej niż materiały z Polski zapewniam Państwa), a w ogrodzie może się znajdować tylko 5 gatunków roślin w jednej odmianie. Konstrukcje ogrodowe także nie odgywają znaczacej roli w naszych ogodach. Przewyższenia, obniżenia, obiekty związane ze sztuką, o świetle nie wspominając.Szeroki temat, ale tutaj chcę tylko zaprezentować o co mi chodzi.


Dlaczego architekci projektują coś takiego? Bo nie wymagamy, nie protestujemy przeciwko bylejakości ludzi którzy są odpowiedzialni za kreowanie naszej przestrzeni życiowej. Z kolei nie wymagamy bo jesteśmy byle jacy pod względem estetycznym, nie poznajemy, nie uczymy się i boimy się nowego. Irytujące prawda? Jak to się przekłada na warunki naszego miasta?


Jak widać od kilku lat, Mały Wiedeń zaatakował tragiczny w skutkach brak poczucia estetyki mieszkańców i wybieranych przez nich władz. Cięcie kosztów w budżecie, a przede wszystkim cięcie horyzontów myślowych, obojętność i ciągłe upraszczanie sobie życia spowodowało, że jesteśmy upośledzeni estetycznie. Warunkiem wygrania przetargu jest cena, co kompletnie zabija twórczość i innowacje. Byle taniej, byle szybciej i hura. Wstęga, zdjęcia, relacja szczęśliwego reportera - poszło. Dawaj następne, budujemy z salę koncertową, i tak dalej. Nie ma dla nas znaczenia czy ręka Hermesa będzie wyciągnięta na zachód czy może na południe, ho, ho.... Co ja o Hermesie. Wróć i zacznij jeszcze raz. Nie ma dla nas znaczenia czy żółty kolor hali komponuje się z otaczającymi górami, czy hektary wylanego asfaltu wokoło hali zwłaszcza w dobie budowy ekologicznie czynnych parkingów także nie mają znaczenia. Przynajmniej taki wniosek wysnułem gdy zobaczyłem to co powstało pod Dębowcem. Nikt nie protestował, nikt się nie zorganizował i nie sprzeciwiał budowie tego czegoś. Co się dzieje z Mały Wiedniem?


Wychowanie estetyczne.


Wychowanie estetyczne, jest kluczem do zrozumienia i podjęcia dyskusji na ten szeroki temat. Wrażliwość na kompozycję, kolor, dobór środków architektonicznych, wyszukanie materiałów budowlanych, technologii. To wszystko w czasach kryzysu estetyki nieporządane detale, wiem. Windują cenę inwestycji, też wiem. Ale wiem też, że potem ta tania „inwestycja" stoi i straszy, trzeba się za nią wstydzić i raczej tworzyć na jej temat śmieszne anegdotki niż się nią chwalić. A kamienice Korna, Rosta i wielu innych wykształconych, światłych architektów stoją i nikt nawet o nich nie dyskutuje, bo zwyczajnie nie ma o czym. Są ponadczasowe, przemyślane, komponują się z otoczeniem, są pięknie wykończone i starannie wykonane. Pomyśleć, że tynki na wielu z nich do dzisiaj nie odpadły od tzw. „nowości" i drzwi do wychodka są ręcznie zdobione.
Owoców bezmyślnego naśladowania nowoczesności, obojętności i cięcia kosztów w Bielsku-Białej jest więcej. Nie zastanawiając się specjalnie jednym tchem: Hala, schody do Barlickiego, siedziba Aquy, budynek banku PKO przy 11-go Listopada, Sfera 1, Sfera 2 elewacja zachodnia (parkingowa), budynek przy schodach na ul. Barlickiego, który wręcz pożera secesję z okolicznych kamienic, pływalnia Troclik no i oczywiście cała masa nowych budynków mieszkalnych i blaszanych kontenerów mnożących się dyskontów sprawia, że z Małego Wiednia robi się Mała Sraczka lub Biegunka jak kto woli.


Czas by estetyka i solidność wygrała z ceną!


Co potrafią austriacy lub kształceni za granicą Polacy, czego nie potrafiimy my? Im wychodzi ładnie, a nam nie, mimo, że od szkoły podstawowej mówią nam „nie wyjeżdzaj za linię", co nawiasem mówiąc także przynosi opłakane skutki w podświadomości.
Wychowanie estetyczne powinno być przedmiotem w szkole. Powinno się mówić o kompozycji, kolorystyce, powinno się uczyć architektury, rysunku ale także zupełnie niepohamowanego i nieograniczonego podejścia do designu, abstrakcyjnych form, wolnej linii. By ludzie potrafili na nowo znaleźć sens w tych „gzymsikach" potrafili się nimi cieszyć i o nie dbać. My jako konsumenci kultury, uczestnicy życia społecznego powinniśmy być gotowi powiedzieć stanowcze „nie" bylejakości w architekturze. Zacznijmy od naszego własnego podwórka obserwując tych, którzy osiągneli już więcej w danej dziedzinie - Włochów, Francuzów, Niemców czy Anglików.

Żądajmy od architektów i projektantów alternatyw. Oni przez nas przywykli do bylejakości, cięcia kosztów i po najmniejszej linii oporu proponuja nam potworki. Wiedzą, że nie zaprotestujemy bo jesteśmy upośledzeni estetycznie. Po co się wysilać jak np. Daniel Libeskind i robić jakieś żagle w centrum Warszawy przy Złotej 44 skoro można powiekszyć projekt warsztatu samochodowego i zrobić z tego hale sportową o wątpliwej funkcjonalności. My sami, także powinniśmy się kształcić i uczyć stylu, dobrego smaku by pokazać naszej władzy i osobom odpowiedzialnym, że nie mają do czynienia z małpami, którym projektuje się wybieg tylko z ludźmi oczekującymi przeżycia wrażeń estetycznych podczas spaceru w czwartkowe popołudnie czy też podczas meczu siatkówki. Wielka praca, rozmach i staranność, niezależnie od tego jaki mamy gust, budzi szacunek i uznanie - zawsze i wszędzie. Wielka klapa, bylejakość i kpina z naszego poczucia estetyki budzi niechęć, kontrowersje, niesmak - zawsze i wszędzie. Dokładnie tak jak wszystkie nowowybudowane budowle, a raczej obiekty w Bielsku-Białej. Bez wyjątku, bez nadziei na coś lepszego. A może jesteśmy coraz większą prowincją? Taką.....Małą Sraką?
Myślę, że mamy szanse na nowo stać się Małym Wiedniem i nie tylko dla wtajemniczonych.
Wkrótce kolejny artykuł z cyklu.

AR

2012-02-07 | Dodaj komentarz
flg
2012-02-07 09:39:04
Dobry post, tytuł być może trochę za bardzo dobitny - część czytelników nie potraktuje go poważnie właśnie ze względu dobitność. Na pewno wrócę. PS. Wkradł Ci się mały błąd w słowie "znaleść"
adambb
2012-02-07 11:25:17
dzięki za komentarz. Będę wiedział na przyszłość.
_bb_
2012-02-13 22:58:23
Może warto przypomnieć, że B-B nazywane było również śląskim Manchesterem, małym Berlinem czy małym Turynem. Czy nadal jest (czy może być) postrzegane jako mały Wiedeń? Chciałbym bardzo. Choć coraz większy - wokół tego sformułowania - pojawia się uśmiech politowania. Bo Wiedeń - to oprócz - pięknej starej architektury, również drapacze chmur, oszklone wieżowce, nowoczesne budynki architektoniczne, które stają się kolejnymi symbolami miasta, z dumą prezentowanymi w różnorodnych filmach promocyjnych. W B-B - niestety o takiej architekturze można pomarzyć. A zatem czy Mały Wiedeń po prostu "przeminie z wiatrem", a B-B nadal będzie tkwić w swojej prowincjonalności?

Archiwum:


2012
» luty (5)

2011
» listopad (1)

Ostatnie komentarze


[Ja!]
No i był sobie bloga :)
[monika]
Zwracamy się z uprzejmą prośbą do moderatora strony o zezwolenie na zamieszczenie linków do...
[Maciej P.]
To jest sprawa dużo bardziej złożona niż myślimy. Kwestia wyburzeń to punkt zapalny wielu dyskusji...

Ocena bloga:


Oceń blog:  1   2   3   4   5 

Reklama:


Statystyki bloga:


Wyświetleń: 2600
Newsów: 6
Komentarzy: 26
Ta strona kojarzona jest ze słowami:
Grupa Miejska - Miasto inwestycji. Bielsko-Biała., blog Bielsko, blogi Bielsko-Biała